Otóż na początku zaznaczę, że nie mam nic przeciwko emigrantom oraz wyjazdom za granicę na stałe czy też na jakiś czas. Ba, sama nie wykluczam wcale, że i ja również wyjadę. To bardzo dobrze, że każdy ma możliwość mieszkać i żyć gdzie mu się tylko podoba. Jednak są rzeczy, które mnie drażnią u emigrantów (świeżo upieczonych) niemożliwie.

  1. „Zdalny patriotyzm”. Osoby przebywające za granicą są jak wiadomo najlepszymi ekspertami od sytuacji w Polsce. Najlepiej wiedzą, jak skomentować najnowsze zmiany w resortach i oczywiście znają rozwiązanie każdej sytuacji. Nie twierdzę, że emigrant nie ma prawa głosować czy wypowiadać się w sprawach własnej ojczyzny, bo takie prawo ma. Jednak kategoryczne osądy sytuacji w Polsce, podczas gdy samemu przebywa się na drugim końcu Europy przypominają mi „prawdziwych Polaków”, którzy nie wiedzieli pół roku temu, gdzie leży Słupsk, a teraz już wiedzą, że głównym zagrożeniem dla tego miasta jest prezydent Robert Biedroń.
  2. Polacy nie gęsi? Niekoniecznie. Są i tacy emigrujący, którzy ledwo postawiwszy stopę na lotnisku w Londynie, już mentalnie czują się Brytyjczykami. Nieważne, że angielskich przyjaciół mają tyle, co kot napłakał, ale na Facebooku obowiązkowo komunikują się po angielsku. Niech każdy widzi, jak bardzo są światowi! Dodam, że ten angielski znacząco najczęściej od ideału odbiega. Najzabawniejsze jest, gdy kilku moich znajomych Polaków toczy ze sobą na Facebooku dyskusję po angielsku. Od razu wtrącam się z najczystszą polszczyzną i psuję zabawę – złośliwe ze mnie babsko. Jestem w stanie zrozumieć pisanie po angielsku, jeśli ktoś praktycznie na stałe osiadł w Wielkiej Brytanii i tam ma większość znajomych. Ale dwóch Polaków dyskutujących na Facebooku po angielsku to żenada.
  3. Wyjechałem, więc jestem lepszy. Doprawdy, taką postawę mogłabym zrozumieć w PRL. Trudno było wyjechać, więc jak ktoś się wydostał z tego socjalistycznego grajdołka, mógł się w jakiś sposób dowartościować. Ale dziś? Kiedy każdy bez zawrotnej kwoty w portfelu też może wyjechać? Kiedy mamy swobodę przemieszczania się, a firmy, w których pracujemy mają swoje oddziały za granicą? Takim osobom ciężko jest zrozumieć, że niektórzy zostają w Polsce bo chcą. Bo na przykład jest im całkiem dobrze. I do tego ten pełen wyższości ton w internetowych wpisach, na ile to oni mogą sobie pozwolić. Zupełnie jakby w Polsce każdy zarabiał najniższą krajową. I to: „bo wiesz, mamy tu takie sklepy”. No serio, my też mamy sklepy, najczęściej te same. Poza tym jest coś takiego jak sklepy online, więc czym tu się chwalić? Chwalcie się swoimi dokonaniami, tym, że robicie coś ciekawego. To, że wsiedliście w tanie linie i osiedliście w innym kraju nie czyni Was nikim nadzwyczajnym.

PS Nie jestem hejterką, nie zazdroszczę – mnie tylko drażnią zachowania, nie wyjazdy ;)