Odkąd pamiętam, żebym nie wiem co robiła, zawsze wyglądam, jakbym była zmęczona (ok, na fotce z Instagrama nie widać). Jeśli się wyśpię, paradoksalnie wyglądam gorzej. Wszystko przez oczy, a w zasadzie te paskudne worki pod nimi. Wypoczęta – są. Zmęczona – są.

Nie opuszczają mnie paskudy nawet na moment. Walczę z nimi na kilku frontach, ze skutkiem różnym.

Co nie działa?

– żelowe okulary trzymane w lodówce. Dobrze działają na ból głowy, ale mają zapach lodówki i nie zmniejszają problemu

– okłady z czarnej herbaty – minimalny efekt jest, ale utrzymuje się kwadrans, a zależy mi na trwalszych skutkach. Ponadto o 6 rano nie mam specjalnie czasu by leżeć jak Emilia Korczyńska na szezlongu z okładem na oczach. A chciałoby się…

Co działa?

– kostki lodu przyłożone w strategiczne miejsca

– wyspacerowanie się tudzież bieganie – wszystko byle nie w budynku

– zamalowywanie sprawy szpachlą, czyli korektorem pod oczy. Przy czym zbyt duża ilość uwydatnia zmarszczki, więc łatwo przegiąć.

Tak czy owak – zawsze wiatr w oczy. A nawet pod oczy. Dobre rady mile widziane.