Kiedy kilka lat temu, nie mając jeszcze bloga, usłyszałam o Blog Forum Gdańsk, nie mogłam zrozumieć, dlaczego ludziom tak bardzo zależy by tam się znaleźć. To kolejna konferencja, dwa z pewnością fajne dni, ale nic poza tym. Wszystko zmieniło się tak naprawdę wtedy, kiedy… nie dostałam się rok temu.

Tak naprawdę rejestrując się na zeszłoroczne BFG miałam wielką nadzieję, że się dostanę. Byłam taka zadowolona z tego co robię i tak mało pokorna wobec faktów, że nie za bardzo przyjmowałam do wiadomości, że mogę się nie dostać, że mogę odpaść w przedbiegach. Jednak właśnie tak się stało i ku swojemu zdumieniu bardzo mocno to przeżyłam. Wiedziałam, że „zawsze się troszkę odpada” i że obejrzę sobie transmisje, ale mimo wszystko był żal. Jak już minął, przyjrzałam się mojemu pisaniu, mojemu blogowi i temu w jakim kierunku idzie. Zmieniłam dużo (wygląd, podejście, koncepcję), zadbałam o moją społeczność, która może i niewielka, ale moja, zaangażowana i najlepsza na świecie. No i w tym roku udało mi się dostać. Radości nie było końca ;)

BFG rozpoczęło się dla mnie od ogarnięcia bifora, bo czułam się jako mieszkanka Gdańska zobowiązana, żeby ludzie mieli gdzie usiąść. Z tym to było różnie, bo po początkowym niewielkim zainteresowaniu nagle zainteresował się cały tłum i wypełnił sobą Cafe Szafa i teren przed lokalem. Bawiłam się fantastycznie, a Andrzej Tucholski dał mi nawet piękny kwiat – dzięki, wciąż świeży :) Z blogerami nawet robienie selfie w ciemnym pomieszczeniu staje się możliwe.

No ale oczywiście najważniejsza była konferencja. Dwa niesamowite inspirujące dni, pełne ciekawych rozmów z dziesiątkami ludzi, sporo śmiechu, ale i mnóstwo wiedzy. Byłam zachwycona poziomem merytorycznym prezentacji. Michał Kosiński i jego przerażające sztuczki, które pozwalają poznać nas na wylot za pomocą naszych śladów cyfrowych. Fantastyczny panel dyskusyjny, który przybliżył mi blogosferę zza granicy. Bardzo konkretny warsztat na temat startu na YT, który prowadziła Red Lipstick Monster wraz z mężem. Jedna z najbardziej inspirujących kobiet jakie znam – Monika Kamińska – opowiedziała o swoich porażkach i błędach. Panel, podczas którego niejednemu poleciała łza gdy usłyszał słowa Virena o tym, jak boli go to, co dzieje się obecnie w kraju, który wybrał sobie do życia. Niesamowita szczerość panelistów mówiących o swoich problemach psychicznych. Mogłabym wymieniać w nieskończoność. Wiele chwil było takich, że pomiędzy kawkami, rozmowami i rzucaniem żarcików autentycznie zagłębiałam się w siebie, w sens tego, co robię. Czy to ma wartość? I jaką? W jakim kierunku powinnam pójść? Ta refleksja nie opuszcza mnie od zakończenia BFG. Ta konferencja jest jednym z najlepszych intelektualnych doświadczeń, jakie miałam w ostatnich latach i nie ma w tym ani krzty przesady.

Obok prelekcji na uwagę zasługuje także to, co dzieje się poza nimi. Doskonale zaaranżowana strefa relaksu, z telebimem pozwalającym na oglądanie transmisji na kanapie, niezrównaną kawą od Coffeedesk i punktami ładowania telefonów od T-Mobile. Wszystko perfekcyjne. A propos T-Mobile – warsztaty o współpracy z marką były najbardziej merytorycznymi o tej tematyce, na jakich kiedykolwiek byłam.

Byłam już na kilku konferencjach dla blogerów. Nie należę do osób o krytycznym nastawieniu więc raczej w każdej z nich znajdowałam sporo plusów. Ale BFG przyćmiło wszystko, czego byłam świadkiem, każde wydarzenie branżowe na jakim udało mi się być.

Pozostaję od niedzieli w takiej smutko-euforii, tak definiuję to uczucie. W tym miejscu nie mogę nie wspomnieć ludzi, których czytam, oglądam, śledzę i po ludzku lubię, a z którymi udało mi się spędzić trochę czasu :) Warto do nich zaglądać! Kolejność przypadkowa.

Dziękuję za ogrom życzliwości dla mnie :)