Każdy zna to uczucie: tak wiele rzeczy do zrobienia, taka krótka doba. A poza pracą mamy przecież także bliskich, którym trzeba poświęcić tyle czasu na ile zasługują, zająć się hobby i zwyczajnie wypocząć. Mam jednak nieodparte wrażenie, że część z tych blokad zawdzięczamy samym sobie. Niestety.

Nie mam czasu

Nie wiem jak wy, ale im więcej myślę nad „niemaniem czasu”, tym mniej faktycznie go mam. Zaczyna mnie stresować sama myśl o tym, że tak mało czasu, że deadline, że znowu czegoś nie zrobiłam, a co powinnam była zrobić. Im więcej tego stresu, tym mniej skończonych rzeczy. W konsekwencji wychodzi na to, że sama sobie skracam czas myśleniem na ten temat. Może po prostu trzeba to sobie odpuścić? To trochę jak z bezsennością: nie możesz zasnąć i wciąż patrzysz na zegarek i stresujesz się, że się nie wyśpisz. A gdybyś wyszedł na krótki dotleniający spacer, może by poszło łatwiej.

Zła organizacja czasu

Zarządzanie czasem to ciekawe zagadnienie. Sama mam z tym problem, bo łatwo się rozpraszam i staram skoncentrować na kilku rzeczach naraz, w konsekwencji nie koncentruję się w 100% na żadnej z nich. Nie znaczy to, że nie powinniśmy sobie pozwalać na przerwy czy rozrywkę. Jednak nie da się ukryć – niektóre z tych rozrywek bardziej niż inne rozpraszają. Tak jest choćby z wejściem na Facebooka „na chwilę”. Wszyscy to znamy: wchodzę na chwilę, a tam dyskusja, w której teraz, natychmiast trzeba wziąć udział. Niektórych wciąga Candy Crush Saga (jeszcze tylko jeden level…) – serio, nie dzieci, a dorośli godzinami zajmują się rozbijaniem cukierkowych kombinacji. Przerywniki są potrzebne, ale nie tego rodzaju. Lepiej już wstać od komputera, zrobić sobie kawę, posiedzieć chwilę i porozmawiać z kimś (czy wyjść z psem – opcja dla pracujących zdalnie). Internet zupełnie bezsensownie wciąga – nawet nie zauważa się mijających minut czy nawet godzin. A w ciągu tych godzin nie dowiedzieliśmy się zazwyczaj niczego naprawdę istotnego ani też nie wypoczęliśmy tak naprawdę.

Bałagan

Tak, wiem, kreatywny chaos, artystyczny nieład. Znam z autopsji. Ale zbyt duża liczba zbędnych przedmiotów na biurku bardzo rozprasza.Nie chodzi nawet o sterylną czystość, a o minimalizm: im mniej przedmiotów, tym wzrok spokojniejszy, a koncentracja większa. Próbowałam się oszukiwać, ale jednak to prawda :(

Potrzeba bycia poinformowanym

To jest niesamowite, jak bardzo boimy się utraty kontroli nad informacjami, które do nas przychodzą. Tymczasem większość z nich zupełnie nic nie wnosi do naszego życia. Widzę po sobie, jak bardzo mnie to potrafi rozkojarzyć. I jak trudno wyzbyć się tej choroby współczesności. Jeśli cię to nie dotyczy, jeśli masz do tych kwestii dystans, to tylko pogratulować. Ja po kilku godzinach przebywania offline mam tyle powiadomień, że trudno mi to nawet selekcjonować. Pamiętam, jak któregoś dnia rozładował mi się telefon gdzieś w mieście. Zwykle do tego nie dopuszczam, ale wtedy akurat się zdarzyło. Najpierw się bardzo zdenerwowałam, a porem zastanowiłam się, o co mi chodzi, przecież NIC się nie stanie, jak przez jakiś czas nie będzie ze mną kontaktu. Poszłam na spacer. Bez irytujących powiadomień ze wszystkich możliwych źródeł. I poczułam się fantastycznie. Teraz staram się jakoś panować nad szumem informacji: co jakiś czas robię czystkę w polubionych stronach na Facebooku, albo przynajmniej wyłączam powiadomienia. Znajomi, których prywatnie lubię, ale którzy w internecie są nader irytujący lądują w siódmym kręgu piekieł, który zwie się „przestań obserwować” ;) Oszczędzam sobie tym samym podwyższonego ciśnienia i nie biorę udziału w jałowych dyskusjach, które niepostrzeżenie zamieniają się w akademickie spory bez końca.

I co z tego?

No właśnie, to wszystko prawda i w zasadzie każdy z nas to wie. Ale jak z tym walczyć? Pedant nigdy nie zrozumie, jak trudno jest odłożyć rzeczy na swoje miejsce. Doskonale zorganizowany człowiek nie zrozumie, jak można tracić czas na bzdury ;) Jeśli macie jakieś swoje własne sposoby – podzielcie się nimi!