Lubimy odwoływać się w rozmowach do „dawnych czasów”, w których to albo wszystko było lepiej, albo gorzej, zależnie od tematu i punktu widzenia. Co to są te dawne czasy, bo równie dobrze może być to okres piastowski jak i dwudziestolecie międzywojenne? Przyjmijmy zatem, że był to okres przed II wojną światową. Zanim w naszej historii rozpoczął się czas miłościwego panowania bratniego Związku Sowieckiego, ludzie generalnie zwracali uwagę na coś takiego, co nazywano pięknie kindersztubą. Człowiek z kindersztubą to człowiek dobrze wychowany, z klasą, o doskonałych manierach. Nie oznacza to, że wszyscy tacy byli, niemniej jednak była to wartość, o której dziś niewiele osób zdaje się pamiętać. Wynika to między innymi z tego, że po wojnie zabrakło w naszym kraju elit, a nowa władza burżuazyjnej kindersztuby nie ceniła. Nie znaczy, że dobre wychowanie nie miało znaczenia (sama mam w domu znakomity podręcznik Ireny Gumowskiej z zakresu savoir-vivre), ale jednak odgrywało mniejszą rolę niż przed wojną.

Dziś trochę o damach. Kim dziś jest dama, co oznacza być damą i czy warto czynić wysiłki by nią się stać? Dawniej dama to z założenia ktoś wyższego stanu, dziś – raczej synonim kobiety z klasą, kulturalnej i o dobrych manierach. Moja definicja damy jest definicją subiektywną. Moim zdaniem znajomość podstawowych zasad dobrego wychowania to jednak trochę za mało, choć może w dzisiejszych czasach to wystarczy…

Kiedyś wbrew pozorom było prościej. Każdy znał jasne i określone zasady, którymi się należy w życiu społecznym kierować. Tego nie wypadało, tamto z kolei było pożądane. Proste, jasne i klarowne zasady. Dziś jest trudniej, pełna dowolność co do sposobu życia i zachowania ma swoje niewątpliwe plusy, ale i wady. Trzeba dziś samodzielnie dojść do tego, co dawniej było oczywiste.

A więc dla mnie dama…

1. Dama tworzy zdrowy dystans i nie spoufala się z każdym bez powodu. Nie znaczy, że nie jest przyjazna czy miła. Znaczy to, że nie każdy jest godzien tego, by być z nią w bliższych relacjach. Dama nie brata się z plebsem i mam tu na myśli plebs mentalny.

2. Dama wygląda jak dama nawet w dresie do biegania. Zawsze tworzy wokół siebie nimb klasy i elegancji, nawet jeśli jest ubrana całkowicie luźno.

3. Dama nie zachowuje się jak żul spod budki z piwem.

4. Dama porusza się jak dama, a jej ruchy są pełne gracji. Kiedy widzę dziewczyny, które potrafią z całą siłą runąć na krzesło i jeszcze rozwalają nogi jak facet to… no nie, damy w nich nie widać (albo jest głęboko ukryta).

5. Dama nie jest święta i każdemu zdarzy się użyć wulgaryzmu, ale jeśli jest to co drugie słowo i to publicznie – to chyba jednak minus 100 do bycia damą ;)

6. Dama ma szerokie horyzonty, umie prowadzić rozmowę.

7. Dama ma swoje zdanie i potrafi je uzasadnić kulturalnie.

Nikt się damą nie rodzi. Nie wszystkie z nas były uczone być damami – śmiem twierdzić, że większość z nas nie była. Ale wiecie co? Myślę, że warto nią się stać. Choćby po to, żeby nie być jak ta cała bezbarwna masa chamstwa wokół nas. Po to, by poczuć się lepiej i pewniej ze sobą. Po to, żeby przekonać się, że jest w nas wielka siła. I żeby pamiętać, że zasługujemy na to, co najlepsze.

Staram się dążyć do tego, by sama o sobie móc tak powiedzieć. Zdecydowanie jeszcze wiele mi brakuje, ale nikt nie rodzi się przecież idealny :)

Co o tym wszystkim sądzą faceci? Ci, których zapytałam są podzieleni. Jedni twierdzą, że baliby się takiej kobiety, czuliby się niepewnie i mieli świadomość, że brak im ogłady, ponadto dziewczyna byłaby wtedy zbyt mało… swojska? przyjazna? Coś pomiędzy.

Inni jednak twierdzą, że dziś niesamowicie brak takich kobiet. Że mieli dziewczyny, których zachowania się wstydzili. Że bali się zwrócić uwagę, bo przecież jest równouprawnienie. Że tęsknią za kobietami z klasą.

Żeby nie było, że równouprawnienia nie ma – następna notka o gentlemanach – czy są, jacy są i gdzie ich znaleźć.