Nie, to nie będzie wpis w obronie humanistów, a raczej wyraz irytacji, jaki mi towarzyszy, gdy czytam kolejne smętne żale „oszukanych”. Jestem teoretycznie jedną z nich, a jednak całkowicie się różnimy.

Wypadałoby zacząć od tego, kim jest humanista. Otóż nie wystarczy nie lubić matematyki, by być humanistą. Przeciwnie, humanista nie powinien od matematyki stronić, gdyż ta uczy logicznego myślenia. Humanista to ktoś bardzo wszechstronny, o rozległych horyzontach. Dziś łatkę humanisty przyczepia się tym, którym nie chciało się uczyć do matury z matmy.

Kiedy byłam w liceum, nasi rodzice, wychowani w poprzedniej epoce, nie mogli poradzić nam nic konkretnego. Podobnie zresztą jak nauczyciele. Dla nich studia oznaczały przepustkę do lepszego życia, stąd radzili, by na studia iść i wybrać to, co nas interesuje. Nikt nam nie mówił o rynku pracy, o tym, że trzeba się jakoś wyprofilować i przygotować twardy tyłek na trudy dorosłego życia.

Kierowana nastoletnią miłością do Seneki i Cycerona, wybrałam filologię klasyczną. Troszkę bezmyślnie, troszkę idealistycznie. Szybko zorientowałam się, że to nie był najlepszy plan na życie, niemniej studia skończyłam z bardzo dobrymi wynikami. Nigdy jednak przez myśl mi nie przeszło, że ktokolwiek poza mną samą odpowiada za moją decyzję. Mówi się, że 19 lat to za mało, by decydować. Za mało?? W tym wieku ma się prawa wyborcze, można brać ślub, zakładać rodzinę, otwierać firmę. I za mało, żeby wybrać studia lub wybrać ich brak? Infantylizowanie młodych ludzi odbije im się czkawką albo odbija już teraz. Czytałam, że rodzice (!) narzekają, że po gimnazjum jest za wcześnie by wybrać zawodówkę lub szkołę ogólnokształcącą. To kiedy ma się smarkacz nauczyć zawodu? Na całym świecie w tym właśnie wieku zaczyna się podejmować pierwsze (wcale nie nieodwołalne) decyzje dotyczące przyszłości. Przecież pójście do zawodówki nie zamyka drzwi do matury na wieki wieków amen. Możma później wykształcenie uzupełnić. Większość niemieckich nastolatków idzie do zawodówek (część potem kontynuje naukę). Czy są głupsi od naszych magistrów po wyższych szkołach dobrego humoru? Nie wydaje mi się.

Popełniłam w sumie błąd decydując się na studia, a wcześniej decydując się na ogólniak. Ale nie utożsamiam się z „oszukanym pokoleniem” czy z tymi pożal się Boże humanistami od siedmiu boleści. Popełniłam błąd, jeden z wielu błędów, jakie każdy z nas w życiu popełnia. Wiedza pozostała, całkowicie dziś nieprzydatna, ale w głowie siedzi uparcie. Szybko zdałam sobie sprawę, że trzeba będzie się jakoś przekwalifikować, bo nikt nie potrzebuje nauczycieli łaciny.

Młodzi piszą, że nie ma dla nich pracy. Ano nie ma i nie będzie, bo nie ma zapotrzebowania na ich umiejętności, kompetencje, na ich zawód. To tak jakbym ja domagała się przywrócenia łaciny w szkołąch, bo nie ma dla mnie pracy (inna sprawa, że łacina pomaga w nauce języków i moim zdaniem w klasach humanistycznych być powinna). Nie domagam się, bo to ja mam się dostosować do realiów, a nie one do mnie, bo pępkiem świata nie jestem ani nie jesteście nim wy, absolwenci.

Nie każdy musi być programistą – i bardzo dobrze. Natomiast nie każdy też musi i powinien iść na studia, a jeśli idzie – niech to robi dla własnej satysfakcji, bo najprawdopodobniej nie dla zawodowego rozwoju.

Przestańcie biadolić już tak strasznie na temat tego, że nie docenia się humanistów. Docenia się ludzi elastycznych, rzutkich, którzy potrafią dostosować się do zmiennych warunków życia. Jeśli tego nie potraficie – czas odrobić lekcje. Nikt Was nie oszukał – to są Wasze dorosłe decyzje. Odpowiadajcie za nie sami.