Pamiętacie burzliwe lata 90.? Każdy (no, prawie…) na straganie kupował buty „Abibas”, bluzkę Dolce&Baggana i inne rzeczy o zabawnie przeinaczonych nazwach. Takie były czasy, zachwyt wszystkim co zachodnie, nagle wszystko było – zrozumiała sprawa. Ale ja chciałabym napisać o czymś innym: o ogromnej popularności bardzo dobrych (wizualnie) podróbek z pewnego chińskiego portalu. Czy kobiecie z klasą wypada nosić podróbki?

Długo nie miałam świadomości co się dzieje na podróbkowym rynku. Owszem, widywało się straganowe torebki „Lui Vitą”, ale na kilometr było widać, że to podróbka. Potem spostrzegłam, że wiele kobiet zaopatruje się w identyczne z wyglądu podróbki torebek, zegarków oraz innych markowych rzeczy i że… są z tego dumne. Bo „oszukały system”.

Głównym powodem, dla którego zwolenniczka podróbek je kupuje, jest chęć posiadania czegoś wyglądającego na markowe za okazyjną cenę. „Po co mam wydawać fortunę na zegarek Korsa, skoro tak samo wyglądający zegarek kupię taniej, a jeden i drugi składają ludzie w Chinach?” Nie jest to argumentacja pozbawiona logiki. Jedn mimo wszystko, w mojej opinii, dama podróbek nie nosi. Oto powody:

Dama nie udaje kogoś zamożniejszego. Afiszowanie się fałszywym bogactwem jest w bardzo złym tonie – prawdziwym zresztą też, ale udawanie osoby lepiej sytuowanej jest chyba gorsze.  Kupujmy to, na co nas stać, realizujmy marzenia (nawet o zegarku, też bym chciała jakiś ładny) na miarę naszych możliwości.

Kobieta z klasą docenia marki, których produkty lubi. To proste. Jeśli lubię produkty firmy X bo są dobre/ładne/pasują mi – chętnie je kupię. Jeśli są dla mnie za drogie i o nich marzę – oszczędzam, a w tym czasie noszę rzeczy marek mniej prestiżowych. Spotkałam się z argumentem, że te rzeczy są tak drogie bo płaci się „za markę”. Oczywiście, że się płaci, tak jak w restauracji płaci się za to, że jemy w pięknym i prestiżowym miejscu (sznycel w dobrej restauracji i sznycel w bistro mają raczej różne ceny…).  Nie wiem dlaczego jest to postrzegane jako wada. Trochę to pachnie kombinatorstwem i takim „nie dam im zarobić”.

Dama nie łamie prawa. Sprowadzanie z zagranicy podróbek wiąże się z ryzykiem. Wystarczy spojrzeć na Facebooka, gdzie w dedykowanych grupach co jakiś czas wybucha lekka histeria bo urząd celny komuś zatrzymał przesyłkę. Co prawda konsekwencje rzadko dotykają klientów detalicznych, ale po co ryzykować?

Nie myślcie, że jestem idealna – kiedy widzę bardzo ładne i dobrej jakości podróbki markowych zegarków czy torebek, czasem też przemyka mi myśl – a może? Jednak mimo wszystko nie chciałabym uosabiać podrabianej elegancji. Nawet jeśli nikt by się nie zorientował, że jest podrabiana.

Piszcie w komentarzach, co o tym sądzicie. Jestem bardzo ciekawa :)