W naszej kulturze panuje bardzo silne przekonanie, że nie wypada odmawiać, gdy rodzice dziecka proponują nam bycie chrzestnym. Odmowy spotykają się z oburzeniem i nierzadko wywołują konflikty w rodzinie. Przez to wiele osób obejmuje tę ważną rolę niejako wbrew własnej woli.

Bycie rodzicem chrzestnym nie polega tylko na „trzymaniu do chrztu” i kupowaniu prezentów. W kościele katolickim, a także w niektórych kościołach ewangelickich, w których chrzci się dzieci, rodzice chrzestni mają za zadanie wspierać rodziców w religijnym wychowaniu dzieci, umacniać wiarę, a w razie śmierci rodziców – zaopiekować się chrześniakiem. Tak to wygląda w teorii. Przyjmijmy, że hipotetyczni rodzice, państwo Iksińscy tak właśnie pojmują rolę chrzestnych i takich szukają.

Do wyboru mają:

  • pana Igrekowskiego, który kościół widuje na ślubach, pogrzebach i pierwszych komuniach w rodzinie
  • panią Nowak, nauczycielkę, która ma już pięcioro chrześniaków
  • panią Kowalską, która jest osobą wierzącą i praktykującą, nie jest jeszcze chrzestną

Oczywiście najlepszym wyborem jest tu pani Kowalska, która nie tylko jest praktykująca, ale i nie ma jeszcze tego rodzaju zobowiązań. Najprawdopodobniej będzie z powodu propozycji państwa Iksińskich bardzo dumna i zadowolona.

Jak więc powinien postąpić pan Igrekowski i pani Nowak, którzy nie chcą przyjmować takiego zobowiązania? Z pewnością należy podziękować za to, że Iksińscy chcieli powierzyć im właśnie taką ważną funkcję. A następnie – szczerze i grzecznie podać powód odmowy. Myślę, że to bardzo ważne, by wyjaśnić, czemu się odmawia. Może to zapobiec konfliktom.

Pan Igrekowski może zatem powiedzieć:

Bardzo dziękuję za propozycję, jestem zaszczycony. Jednak sądzę, że nie będę odpowiednią osobą do tej roli – jestem osobą niewierzącą/niepraktykującą. Oczywiście chętnie zjawię się na samej uroczystości.

Pani Nowak, która ma już bardzo dużo „chrzestnych” zobowiązań powinna również podziękować i powiedzieć:

To dla mnie ogromny zaszczyt, ale muszę odmówić. Mam już spore grono chrześniaków i zobowiązania wobec nich. Mam nadzieję, że zrozumiecie moją sytuację i zobaczymy się podczas ceremonii.

 

Wiele osób, szczególnie niewierzących, sprzeciwia się chrzczeniu dzieci. Ale swoje uwagi w tym temacie warto zachować dla siebie. Po co powodować niepotrzebne konflikty, skoro rodzice dziecka podjęli taką, a nie inną decyzję? Odmowa powinna opierać się na faktach (jestem ateistą), a nie na ocenianiu czyjegoś systemu wartości.

A Wy jak podchodzicie do roli chrzestnych? Co to dla Was oznacza?