„Napisz coś o dobrych manierach w korpo, o wszystkich tych grzeszkach popełnianych w open space” – powiedziała do mnie koleżanka, pracująca właśnie w korporacji. Muszę powiedzieć, że to temat naprawdę rozległy, a komentarzy w mojej grupie na Facebooku było naprawdę dużo.

Uważam, że ktoś, kto wymyślił tzw. open space, powinien smażyć się w piekle. Taki system pracy moim zdaniem ma więcej wad niż zalet i sprzyja raczej konfliktom niż wydajnej pracy w miłej atmosferze. Mimo to jednak ma rzesze zwolenników więc pozostaje się do tego dostosować. Nie wszyscy to jednak umieją.

Wiecie co mnie zadziwia? Że firmy potrafią wydać konkretne pieniądze na to, żeby pracownicy nauczyli się etykiety w biznesie, podczas gdy ci pracownicy nie potrafią zachować się w biurowej kuchni. Że wysyłają załogę na szkolenia z obsługi klienta, podczas gdy załoga nie umie dogadać się nawet we własnym gronie. Oczywiście szkolenia z etykiety i obsługi są bardzo potrzebne, ale gdyby szefowie zwracali większą uwagę na szczegóły, o których za chwilę napiszę, mogliby poprosić trenerów o poszerzenie programu ;)

Kuchnia w korpo

Dorośli ludzie, z wykształceniem najczęściej wyższym i znajomością języków obcych oraz skomplikowanych języków programowania, w kuchni wspólnej zachowują się jakby ktoś ich wypuścił prosto z przedszkola. Brudne naczynia zalegające w zlewie – po co się przejmować, jest pani sprzątaczka, a ja nie muszę tego robić. Otóż powinieneś. Nawet jeśli według umowy sprzątaczka ma za zadanie także myć naczynia, to warto pamiętać o tym, że leżące w zlewie talerze i kubki zwyczajnie przeszkadzają innym i świadczą o Twoim niechlujstwie. Poza tym od umycia po sobie talerza korona naprawdę nie spada z głowy, skoro holenderska księżniczka sprząta kupy po swoim psie.

Powodem nieustannych konfliktów w pracy jest także zawartość wspólnej lodówki. Niektórzy myślą, że drzwi lodówki prowadzą do Narni czy do innego wymiaru i jak się tam włoży jedzenie to już nie trzeba go nigdy stamtąd wyjmować. I potem kompletnie nikt się nie przyznaje do spleśniałej fasolki po bretońsku, bigosu i ryby po grecku z ostatniej Wigilii u rodziny na Podlasiu. W jednej z firm, w której pracowałam, problem był tak duży, a ludzie tak niereformowalni, że trzeba było ustalić zasadę, że w piątek lodówka jest opróżniana: jeśli nie zabierze się swoich rzeczy, wszystko idzie do kosza. Z pojemnikami i garnkami. Dopiero to podziałało. Nie wiem z czego to wynika, ale pewnie z faktu, że kuchnia jest wspólna i nikt nie chce poczuwać się do odpowiedzialności.

Kuchenne sprawy to także rozmowy. Plotki w takim miejscu to prosta droga do konfliktu (ogólnie plotki nie są fajne ani nie są zgodne z s-v, ale nikt nie jest święty, więc nie zamierzam tu moralizować). Obgadywanie innych w miejscu, gdzie jest mnóstwo ludzi to nie jest dobry pomysł. W kuchni nie powinno się także poruszać niektórych tematów związanych z pracą, obojętnie czy jest to kuchnia tylko dla naszej firmy czy dla całego piętra w biurowcu. Nie powinno się zatem rozmawiać tam o:

  • projektach poufnych
  • szefach i ich cechach charakteru, zwłaszcza wymieniając nazwiska ;)
  • zarobkach (kwestia do dyskusji, w niektórych krajach jest to zupełnie przejrzysty i normalny temat)

Nie powinno się także przeprowadzać rozmów dyscyplinujących z pracownikami – uwierzcie mi, byłam tego świadkiem. Szef firmy z tego samego piętra wybrał właśnie wspólną kuchnię na rozmowę ostrzegawczą przed zwolnieniem. Świadkami było mnóstwo osób, bo godzina 9 to godzina „kawowa” i pora na śniadanie. Coś okropnego.

Tam gdzie król chodzi piechotą

Jestem trochę zażenowana poruszając ten temat, ale moje doświadczenia w tym zakresie są naprawdę koszmarne. Czy ludzie wchodząc do pracy zapominają o istnieniu czegoś takiego jak szczotka do WC? Ona służy do tego, żeby zostawić po sobie toaletę w stanie nadającym się do użytku. Natomiast ja w damskiej toalecie, z której korzystały eleganckie kobiety na wysokich stanowiskach, widywałam ślady odchodów na desce (!), zasikaną deskę, zużyte tampony na podłodze, podpaskę przyklejoną do ściany, niespuszczoną wodę (toaleta jak najbardziej sprawna) itp. itd. Wiem, że to jest obrzydliwe i mi też aż niedobrze kiedy to piszę, ale nie mogę się nadziwić, że można być na pozór osobą dobrze wychowaną, kulturalną, obytą, a wspólną toaletę bez żenady brudzić. 

Przy biurku

Dzieląc przestrzeń z innymi pracownikami trzeba się wykazać sporą tolerancją i wyrozumiałością. To jest trochę jak ze szkolną klasą: jest to dość przypadkowa zbieranina różnych ludzi, którzy są zmuszeni spędzać ze sobą pół dnia, więc albo będą walczyć albo spróbują się dogadać.

Tu do najczęstszych wykroczeń przeciwko dobrym manierom należą:

  • zmuszanie innych do słuchania wybranej przez siebie muzyki (nie każdy ma ochotę spędzać dzień przy Sławomirze, Mozarcie czy nowozelandzkim folku). Tu najlepiej wypracować kompromis: neutralna stacja radiowa, a reszta niech siedzi w słuchawkach jeśli ma możliwość i słucha czego chce.
  • jedzenie przy komputerze rzeczy wonnych (kabanosy, jajka, ryby etc.) mimo że kuchnia i jadalnia są do dyspozycji.
  • seksistowskie i chamskie odzywki oraz obrażanie się jeśli inni nie podzielają tego typu „poczucia humoru”. Panowie, teksty w stylu „masz czym oddychać, hehe” albo „no w końcu pokazujesz nogi” to nie są odzywki dżentelmena, a ja mniemam, że chcecie jednak być nimi, a nie bezmyślnymi bucami.
  • witanie się przez podanie ręki z mężczyznami ignorując kompletnie kobiety. To jest coś, co obserwuję już od dawna. Panowie, w open space wystarczy, że powiecie luźne „cześć” czy :”dzień dobry” wszystkim, nie musicie podchodzić do każdego by podać rękę. Ale czemu, jeśli już, ignorujecie jeśli rękę wyciąga do Was koleżanka?? Więcej o podawaniu ręki znajdziecie w tekście >>> Kto pierwszy podaje rękę? <<<
  • wykłócanie się o otwarte/zamknięte okno, włączoną/wyłączoną klimatyzację. Tu są zawsze dwie frakcje: jednej jest ciągle zimno, drugiej gorąco. Da się oczywiście wypracować kompromis, więc nie psujmy sobie dnia kłótniami o to, czy okno ma być otwarte.
  • pogaduszki przez telefon w sprawach prywatnych. Długie rozmowy na temat rozwodu ciotki, nowego przedszkola córki i terminach zabiegów na NFZ naprawdę przeszkadzają innym. Jeśli musisz pogadać – idź na korytarz, ale nie rób tego przy biurku.
  • głośne rozmowy z innymi pracownikami i ignorowanie tych, którzy właśnie pracują. To świetnie, że macie dobry kontakt i świetny humor, ale zagłuszanie śmiechem rozmów służbowych, które prowadzi koleżanka dwa metry dalej to nieeleganckie zachowanie.
  • zaniedbania w higienie osobistej (komentarz zbędny, wiadomo).

A jak jest u was? Mam nadzieję, że przeczytam komentarze, że mój tekst jest mocno wyolbrzymiony, odzyskam wtedy wiarę i nadzieję ;) Piszcie w komentarzach!