Dzisiaj moda, ale nie do końca, bo w zasadzie chodzi o sposób bycia i nasze własne samopoczucie, na które, chcąc nie chcąc, wpływa wygląd. Dziś więc trochę o modzie domowej i o elegancji w domu. Czy to, jak wyglądamy w domu, ma w ogóle jakiekolwiek znaczenie?

Osobiście uważam, że chodzenie w domu w ubraniach, w których chodziło się przez cały dzień, jest nie tylko niehigieniczne, ale i szybciej niszczy nasze ubrania „zewnętrzne”. Przebieranie się w domu jest więc bardzo dobrym zwyczajem bez względu na porę roku. Jednak niemniej istotne jest to, w co się przebieramy. Oczywiście jest bardzo wielu ludzi, sama takich znam, którzy nie przywiązują kompletnie wagi do swojego wyglądu w domu, uznając, że dom jest ich azylem i mogą wyglądać jak chcą. W związku z czym pełna uroku i elegancka kobieta po przekroczeniu domu wskakuje w wyciągnięty, sprany dres, a znakomicie ubrany mężczyzna w domu obnosi dumnie koszulkę o niewiadomej barwie, ze spranym napisem „Juwenalia 2004”. Rzecz jasna mają do tego prawo, ale czy to jest takie dobre? :)

Zakładając, że mieszkamy z najbliższą nam osobą: mężem czy partnerem, to trochę nie w porządku, jeśli „dla świata” ubieramy rano najlepsze rzeczy z szafy, a w domu, kiedy widzi nas tylko on, nosimy jakieś stare szmaty, które nadają się co najwyżej na ścierkę do podłogi. Trudno oczekiwać namiętności od partnera, który widzi nas w takim wydaniu. Zresztą z wzajemnością: ja też nie szalałabym za mężczyzną, który chodzi w domu w „Juwenaliach 2004” :) Udane relacje to także uwodzenie się wzajemnie, nawet jeśli znamy się 10, 20 czy więcej lat.

Jeśli mieszkamy sami, to wbrew pozorom również lepiej zadbać o powierzchowność, choćby tylko dla swojej własnej samooceny.

Jednak to nie oznacza, że w domu siedzimy w sukni wieczorowej albo w smokingu. Możemy przecież wybrać rzeczy estetyczne, dobrze leżące na naszej sylwetce, ale jednocześnie wygodne i niekrępujące ruchów.

Mam kilka patentów na niekrępujące i ładne ubrania domowe, chętnie się podzielę. Najważniejsza zasada jest taka, że muszą to być rzeczy, w których w razie czego mogę kogoś przyjąć lub szybko wyjść z domu (np. do apteki, sklepu) bez poczucia, że wyglądam źle.

Jesień i zima

Zimą jest zimno – nawet przy odkręconych grzejnikach rzadko mam wysoką temperaturę w mieszkaniu. Doskonale sprawdzają się mocne rajstopy 60 DEN lub grubsze i dzianinowa sukienka lub tunika. To bardzo wygodny strój (w tak grubych rajstopach mam małą szansę na to, że pójdzie oczko), można tak zarówno wypoczywać jak i wykonywać mniej wyczerpujące prace domowe. Do tego domowe pantofle albo baleriny.

Dres – tak, wbrew temu co można wywnioskować, popieram noszenie dresu w domu! Ale nie dresu pamiętającego kilka poprzednich kadencji sejmu, tylko estetycznego, damskiego dresu, w którym można w domu wszystko zrobić i wyglądać dobrze – sportowo, ale wciąż estetycznie. Mimo wszystko dla mnie dres jest zawsze ubraniem drugiej albo nawet trzeciej kategorii, chyba że uprawiam sport. Jakoś nigdy nie czuję się w dresie kobieco, chociaż jest ewidentnie damski.

Legginsy – a do nich tunika z długim rękawem. Wygodnie, miło, całkiem ładnie.Do tego pantofle albo baleriny domowe.

Wiosna i lato

Latem jest znacznie mniejszy problem z domowym ubiorem. Ładny, niesprany T-shirt, spódniczka albo spodenki, sukienka – jest mnóstwo możliwości. To nie muszą być rzeczy nowe, ale ważne, żeby były czyste, schludne i po prostu ładne. Nie dajmy się porwać bylejakości, która odbiera nam pewność siebie i zadowolenie.

Czego jeszcze nie warto robić?

Tu zapewne się narażę niektórym czytelniczkom, ale będę się upierać: nawet w domu pewne sprawy powinny być sprawami prywatnymi. Oczywiście nie należy popadać w paranoję i wzorem pań sprzed kilkudziesięciu lat panikować, że mąż zobaczy nasze wałki na głowie i maseczkę na twarzy. To są sprawy normalne i nikogo gorszyć nie powinny. Ale czy naprawdę czynności typu depilacja okolic intymnych, piłowanie pięt i obcinanie paznokci to są naprawdę rzeczy, które trzeba robić przy kimś? Niby to dobrze, że jesteśmy ze sobą tak blisko, ale ja chyba wolę gabinet kosmetyczny urządzać sobie za zamkniętymi drzwiami łazienki i nikogo tam nie wpuszczać. Są po prostu pewne sprawy, które lepiej wykonywać bez obserwatorów. A więc: nie róbmy tragedii, że ktokolwiek zobaczy naszą maseczkę, ale wycinanie odcisków, zrywanie plastrów z woskiem z rozmaitych części ciała zostawmy za zamkniętymi drzwiami.

Wprowadźmy do naszego życia styl i klasę na co dzień, a nie tylko jak gdzieś wychodzimy. Kto, jeśli nie nasi najbliżsi, są bardziej warci tego, by wyglądać dla nich pięknie? To nie oznacza braku swobody, nie siedzimy przecież w gorsecie popijając herbatkę. Możemy czuć się swobodnie i jednocześnie atrakcyjnie.

Zrób eksperyment. Wywal rozciągnięty dres. Stare i sprane koszulki też. Po jakimś czasie wejdzie w nawyk i będziesz tak wyglądać nawet mieszkając sama.