Blog Conference to pierwsza blogowa konferencja, w której brałam udział. Dlatego nie będę pisać drobiazgowej relacji odnosząc się przy okazji do innych konferencji czy edycji, z wiadomych względów. Jednak ponieważ to był bardzo ciekawy dla mnie weekend, pozwolę sobie na kilka refleksji.

Przede wszystkim zostawiłam trójmiejską plażę w słoneczny weekend i wybrałam się do Poznania w poszukiwaniu inspiracji. Mój blog przez długi czas był przeze mnie nie dość troskliwie traktowany, a ja sama niespecjalnie dbałam o to, żeby więcej osób go czytało. Prawda jest jednak również taka, że sama poszukiwałam na niego konkretnej wizji, już ją znalazłam i teraz czas na konkretne dalsze kroki i realizację planów. Wybrałam się więc po inspirację, wiedzę i (nie ukrywam) dla spędzenia czasu w miłym towarzystwie. W zasadzie wszystkie te kryteria udało się spełnić. Byłam bardzo pozytywnie zaskoczona tym, jak bardzo życzliwie i ciepło potraktowali mnie doświadczeni blogerzy, z którymi rozmawiałam. To naprawdę bardzo, bardzo pozytywne i budujące :)

Było jednak trochę organizacyjnych potknięć. Muszę przyznać, że z powodu panującej niesamowitej duchoty w sali konferencyjnej niektóre prelekcje musiałam sobie odpuścić bo po prostu wymiękałam z braku odpowiedniej wentylacji. Dziwię się, że nikt nie zemdlał, ja byłam już bardzo blisko ;)

Kolejnym małym zgrzytem był chaos związany z programem. Zmiany były dość dynamiczne i mam wrażenie, że nie wystarczająco nagłaśniane. Ale i tak dało się to przeżyć – domyślam się, że nie wszystko da się w 100% przewidzieć.

Fot. Krzysztof Kotkowicz

Co do samych prelekcji, to nie mam jakichś wielkich zastrzeżeń. Większość mi się podobała, już od pierwszej prezentacji Janka Favre (którego złapałam przed budynkiem usiłując tam trafić – stwierdziłam, że skoro on zaczyna to wie gdzie idzie więc idę z nim;) W niedzielę doskonała prezentacja Moniki Czaplickiej, która dość bezpośrednio i nie unikając konkretnych przykładów mówiła o grzeszkach blogerów. Podobała mi się także dlatego, że Monika na sprawę współpracy agencji z blogerem patrzy niejako z obu stron barykady – i swoje widzi. Bardzo żałuję, że nie zdążyłam na prezentację Michała Szafrańskiego, na szczęście nadrobiłam i obejrzałam transmisję. Jak zwykle nie zawiódł Konrad Kruczkowski, którego wystąpienia ja osobiście uwielbiam, bo to jest jakość sama w sobie.

Przyznam jednak, że zawiodły mnie nieco jedyne warsztaty, na które się dostałam, a mianowicie warsztaty z Ceneo. Oczywiście rozumiałam, że Ceneo będzie prezentować swój program partnerski, ale nie nazywajmy warsztatami normalnej prezentacji produktu/usługi. Nie mówię, że informacje nie były przydatne, ale w żadnym wypadku nie były to warsztaty. Spotykałam się zresztą już wcześniej ze zjawiskiem nazywania prezentacji produktu właśnie warsztatami, to dość częste na konferencjach marketingowych, a ja wciąż się łudzę, że trafię na jakieś praktyczne warsztaty, gdzie coś przećwiczę, podyskutuję.

To był naprawdę świetny czas spędzony z niesamowitymi ludźmi. Dostałam mnóstwo dobrych rad, wskazówek i inspiracji. Znakomicie bawiłam się w Iglicy, wyskakałam się za wszystkie czasy!  Podsumowując: warto było pojechać. Smutno było wracać ;)