Takich wpisów na blogach jest bardzo dużo, bo też temat dość ciekawy. Czy własny styl jest w ogóle możliwy, gdy ubieramy się w sieciówkach, nosimy to co widać w kolorowych czasopismach i, nie ukrywajmy, także na blogach? I czy każdej z nas własny styl jest potrzebny, nawet tym, które się wyróżniać nie lubią?

Jestem głęboko przekonana, że każda kobieta ma w sobie coś niepowtarzalnego, wyjątkowego. Każda. Nieważne, czy jest przebojowa, nieśmiała, czy szczupła czy z nadwagą. Gdzieś tam w każdej z nas kryje się coś, czego nikt inny nie ma i chociaż brzmi to jak wyświechtany frazes, to jednak tak jest. Oczywiście wymagamy mniejszej lub większej liczby zabiegów upiększających i chcemy je robić (pisałam o tym tu), ale w końcu każda z nas jest w stanie doprowadzić swój wygląd przynajmniej do stanu, w którym nikt przed nami nie ucieka ;)

Po co nam styl?

Po to, żebyśmy czuły się lepiej. Nie wtedy, jak już schudniemy te 10 kg. Nie wtedy, jak zarobimy więcej pieniędzy, Teraz. Już. Własny styl pomaga nam lubić siebie i niekoniecznie musi oznaczać, że wyglądamy ekscentrycznie. Nie każda z nas chce i jest gotowa na to, by wyróżniać się bardzo oryginalnym wyglądem. Ale każdej z nas przyda się polubić siebie. Sama eksperymentowałam z własnym stylem przez wiele lat. Począwszy od hippisowskich łaszków w wieku nastu lat, przez pozbawiony stylu początek studiów, następnie przez mroczne czarne ubrania i mnóstwo ćwieków, potem był czas, że lubiłam różowe ciuchy w panterkę, z których połowa nadawałaby się na memy, aż kilka lat temu odkryłam, że najlepiej na świecie czuję się w ubraniach inspirowanych latami 50. Nie żałuję żadnego z tych eksperymentów: każdy z nich był potrzebny, tak się wtedy czułam i tego właśnie chciałam.

Budujemy własny styl

Teraz pewnie zastanawiasz się, czy masz już ten styl czy może jeszcze nie. Podejdź do szafy. Na pewno jest pełna ubrań, a Ty nosisz 3 bluzki na krzyż i jedne dżinsy? ;) To znaczy, że sprawa wymaga zmian. Najpierw analiza tego, jak podchodzisz do ubioru.

  1. Czy ważna jest dla Ciebie wygoda, czy efekt, jaki wywołujesz? A może jedno i drugie tak samo?
  2. W jakich kolorach czujesz się pewnie, a jakich się obawiasz (chociaż Ci się podobają)?
  3. Jakie są atuty Twojej figury? Dekolt, nogi, biodra?
  4. Co absolutnie wykluczasz w swojej garderobie?

Nie musisz mieć tony rzeczy. Nie musisz mieć drogich ubrań. Nie musisz też definiować się jakimś konkretnym stylem i niewolniczo się go trzymać. Nie musisz nosić tego, co widzisz w najbardziej popularnych sieciówkach. Albo możesz to nosić inaczej, w innych zestawach.

Inspiruj się. Nie naśladuj, ale inspiruj. Zapisuj zdjęcia ciekawych stylizacji albo wrzucaj na Pinteresta, który świetnie się do tego nadaje. Będziesz mogła do tego wracać w dowolnej chwili.

Staraj się obiektywnie przyjrzeć sieciówkowym nowościom. Większość z nich to absolutny koszmar, powiedzmy sobie szczerze. Wiele z tych rzeczy nie pasuje ani do Twojej figury, ani osobowości. I jest jeszcze coś, czego nie potrafię zrozumieć: wyrzucania czegoś, w czym nam ładnie, bo „w tym sezonie niemodne”. A kto tak powiedział? Skoro w modzie są rzeczy w stylu obowiązującym kilkadziesiąt lat wcześniej, dlaczego pozbywać się bluzki z zeszłego sezonu, bo jakiś projektant orzekł, że teraz trzeba nosić inny kolor czy fason?

Selekcja w szafie

Nie chodzi o to, żeby pozbyć się całej garderoby. Ale spójrzmy prawdzie w oczy: większości ubrań nie nosimy. Z wielu powodów. Czas skończyć z tą fikcją i zrobić przestrzeń do zmian. A więc:

  • Jeśli masz w szafie rzeczy z czasów, gdy ważyłaś 15 kg mniej – wyrzuć lub oddaj. Zostaw jakąś jedną „motywacyjną” spódniczkę, a reszta jest zbędna. Może kiedyś schudniesz, a może nie. Zapomnij o tych za małych ubraniach już dziś.
  • Jeśli nie włożyłaś czegoś przez rok czy dłużej, a nie jest to wieczorowa suknia na wielką galę – prawdopodobieństwo, że to włożysz, jest bardzo niewielkie. Skończ z udawaniem, że jest inaczej :)
  • Rzeczy z czasów licealnych są fajne, pod warunkiem, że niedawno ukończyłaś liceum lub też ukończyłaś je dawno, ale wciąż ubierasz się w podobnym stylu i jest Ci w nim dobrze. Niestety pewnie nie jest. Nie chodzi o to, że wszystko musi być modne, ale trudno mi uwierzyć w to, że spodnie z czasów matury identycznie dobrze leżą dekadę później.

Czy wiek ma coś do rzeczy?

Nie wiem czemu w naszym kręgu kulturowym wciąż pokutuje przekonanie, że w pewnym wieku czegoś tam nie wypada nosić. Kiedyś przeczytałam, że koszulki z zabawnymi napisami są zakazane dla kobiet po 30. roku życia. To absurd. 30 lat to nie jest jakaś magiczna granica, po przekroczeniu której należy zostawić to co się lubiło i przywdziać… no właśnie, co? Sztywną garsonkę czy może czepiec do trumny? ;) Oczywiście wszelka przesada wygląda źle i przesadnie infantylne stylizacje mogą być dość groteskowe, jeśli nie jesteśmy już nastolatkami. Przede wszystkim ubiór należy dostosować do okoliczności oraz do naszych warunków fizycznych (żeby podkreślać atuty, a nie niedoskonałości). 

Przede wszystkim stylem i modą można się doskonale bawić. Można się tym cieszyć bez ograniczeń stawianych przez media czy projektantów. Nikt Was nie zaprojektuje, tylko Wy same :)