Trochę rozważań na pograniczu mody i savoir-vivre. Jak ubrać się do teatru w czasach, kiedy podobno wszystko uchodzi i nikogo nic nie dziwi? Czy ubiorem powinniśmy podkreślać wagę naszego spotkania z kulturą wysoką czy może traktować ją jako część naszej codzienności?

Spotkałam się z poglądem, który podzielają niektórzy ludzie związani z teatrem. Mianowicie, że jeśli już ludzie przyszli do teatru, co w dzisiejszych czasach wcale nie jest takim oczywistym wyborem jeśli chodzi o spędzenie wieczoru, to nieważne w czym przyszli, bo to super, że są na widowni. No dobrze – super, że są, że kupili bilet i postanowili obejrzeć spektakl. Ale jednak ja uważam, że nie powinniśmy odchodzić od zwyczaju, że pewne chwile, pewne okazje podkreślamy bardziej eleganckim strojem. Wyjdźmy na chwilę z teatru: na pewno większość z Was widziała zdjęcia ludzi w USA, którzy do supermarketów przyjeżdżają w piżamach, półnago, w papilotach na głowie albo w brudnych ubraniach. Nie do pomyślenia kilkadziesiąt lat temu. Wiem, że wyjście do marketu nie jest żadną wyjątkową okazją, jednak moim zdaniem wychodząc z domu powinno się jednak z szacunku do innych dbać o schludny wygląd. Piżama nadaje się do spania, a nie do spacerowania po sklepowych alejkach. Jedna ze szkół w Wielkiej Brytanii musiała zresztą zaapelować do rodziców uczniów, żeby przestali odprowadzać dzieci będąc w piżamach. Zaciera się świadomość tego, że możemy wyglądać niestosownie do okazji. Najczęstszym argumentem jest oczywiście „bo mogę”, „bo kto mi zabroni”, „bo co to kogo obchodzi”. Oczywiście – możesz. Ale trzeba się liczyć z tym, że nie zostaniesz potraktowany/a poważnie. Jeśli bierzesz to „na klatę” to ok, włóż piżamę do opery, możliwe, że nikt Cię nie wyrzuci bo masz bilet. Ale czy na pewno o taki efekt chodzi?

Wracając do teatru: teatr, opera czy filharmonia to miejsce, w którym wizyta moim zdaniem powinna łączyć się z odpowiednim strojem. Oczywiście nie należy popadać w przesadę – nie ma przeszkód, by do teatru nowoczesnego, eksperymentalnego, wybrać się w bardziej swobodnym, choć wciąż eleganckim stroju. Nadal jednak stoję na stanowisku, że dżinsy to nie jest strój do filharmonii, teatru czy opery.

Nawet dzieci uczymy, że na różne okazje trzeba się ubrać „na galowo” – rozpoczęcie roku w szkole, imieniny cioci, ślub kuzynki czy wigilijna kolacja. Niech więc wizyta w teatrze będzie okazją nie gorszą niż imieniny cioci ;) Starajmy się, by wydarzenia kulturalne miały odpowiednią rangę.

Co do teatru pasuje? Czy zimą zmieniać obuwie w szatni?

Do teatru lub opery najlepiej ubrać tzw. sukienkę wizytową lub damski garnitur. Zimą dochodzi nam problem z obuwiem: czółenka czy szpilki nie nadają się raczej do brodzenia w nich jesienią czy zimą po błocie. Jeśli pogoda jest bardzo niesprzyjająca, weźmy ze sobą czółenka na zmianę. Po oddaniu płaszcza do szatni nie zmieniamy butów tam, a idziemy do toalety, bez przeszkód zmieniamy obuwie i spokojnie idziemy na widownię. Jeśli dzień jest suchy, nie musimy brać obuwia na zmianę – wystarczą wąskie kozaki na choćby niewielkim węższym obcasie.

Panowie: nie bójcie się garnituru. To naprawdę odpowiedni strój do teatru, do opery, do filharmonii.  Na dżinsy macie czas przez 99% czasu w roku.