Lubię chodzić do kina i za każdym razem, kiedy tam jestem, mam wrażenie, że ludzie potrafią tracić tam całkowicie hamulce. Teatr jeszcze (na szczęście) wymusza choć częściowe przestrzeganie zasad dobrych manier, zaś w kinie – hulaj dusza, piekła nie ma. Przynajmniej według niektórych „kinomanów”

Jedzenie w kinie

Nie jestem przeciwna jedzeniu w kinie, choć dziwi mnie, że niektórzy wnoszą na dwugodzinny seans zapas jedzenia na dwa dni. Pamiętajmy jednak, że w kinie nie jesteśmy sami i jeśli jemy, róbmy to jak najbardziej dyskretnie. Mlaskanie, głośnie chrupanie i szeleszczenie przeszkadza innym. Jeśli nie umiemy inaczej – filmy oglądamy w domu.

Rozmowy

Kino to nie teatr i rozmowy w trakcie seansu nie są zakazane, pod warunkiem, że jeśli musimy skomentować, robimy to szeptem i dosłownie na ucho. Głośne komentarze i narzekanie przeszkadzają innym. Nawiasem mówiąc, podczas „Titanica” w kinie siedziałam obok pana, który koniecznie musiał wyjaśniać swojej towarzyszce niuanse dotyczące śrub i innych części słynnego wycieczkowca. Głośne rozmowy w kinie to plaga, co gorsza, zwrócenie uwagi nie zawsze działa.

Telefony!

W kinie telefon wyłączamy lub wyciszamy. Nie ustawiamy na wibracje, bo one wydają też dźwięk i to dość irytujący. Nawet jednak jeśli mamy wyciszony telefon, nie korzystamy z niego bo światło ekranu również przeszkadza innym. Zameldować się na Facebooku można w trakcie reklam ;) Oczywiście nie rozmawiamy przez telefon i nie nagrywamy filmu.

Śmieci…

Sale kinowe po seansie wyglądają jak pobojowisko. Co ciekawe, nie chodzi tylko o seanse dla dzieci. Dorośli zachowują się jakby kompletnie nie musieli po sobie posprzątać (bardzo możliwe, że to tacy jak opisani w tekście „Płacę więc wymagam”…). Ja wiem, że w kinie jest personel sprzątający, ale nie spadnie nam z głowy korona, jeśli zabierzemy śmieci i wychodząc z sali wyrzucimy je do jednego z koszów przy wyjściu.

Gdy idziemy z dziećmi

Zdaję sobie sprawę, że maluchy nie zawsze potrafią wytrzymać grzecznie cały seans. Ale, drodzy rodzice, nie oznacza to, że nie jesteście za pociechy odpowiedzialni. A dzieci w kinie (tak, być może Wasze też) to często koszmar personelu i innych widzów. Przy kasach biegają, często nie pilnowane, w trakcie seansu rozrzucają beztrosko popcorn i głośno rozmawiają, kompletnie nie pouczane przez rodziców, że tego nie wolno robić w kinie. Wiem, że są też wspaniałe dzieci, są też rozsądni rodzice, którzy na bieżąco tłumaczą dzieciom zasady dobrego wychowania, a w razie sytuacji podbramkowej wychodzą z nimi z seansu. Ale są też rodzice, których główna zasada brzmi: „to przecież tylko dziecko”.