Imię to brzemię, które niekoniecznie nosimy z radością. Rodzice nadając je nam kierują się różnymi pobudkami, przy czym bez względu na to jakimi, możemy tego imienia wręcz nienawidzić. Ja należę do grona osób, które swojego imienia nie lubią. No, może nie ekstremalnie (skoro nie chciało mi się biegać do urzędu i zmieniać), ale jednak nie lubię. Rodzice nadali mi bardzo popularne imię Katarzyna. Nie ma czego się czepiać, normalne imię. Ale ja marzyłam o „nienormalnym” i bardziej wyszukanym. Jednak, mimo wszystko, nikt z mojego imienia się nie śmieje. Są za to imiona, z których nabija się niemal cała Polska. Dlaczego?

Większość z nas wiąże z konkretnym imieniem jakieś skojarzenia, najczęściej wynikłe z osobistych doświadczeń (np. znam same wredne Moniki, więc mam skojarzenie Monika = wredna). Swoje dokłada też kultura (albo jej brak) w internecie. To dlatego już od lat niemal wszyscy śmiejemy się z imienia Janusz. Stał się on synonimem swojskiego wujaszka, „Polaczka-cebulaczka” z wąsem. Co zdumiewające, „Janusze” pojawiają się już w tytułach artykułów w internetowych portalach (Janusze cv, Janusze czegoś tam…). Sama nie jestem tutaj święta, mam takie samo skojarzenie z tym imieniem jak inni. Ostatnio jednak przeczytałam komentarz pani, której synek nosi właśnie to imię. Nie zazdroszczę dziecku, bo w szkole ma lub będzie miał naprawdę ciężko. Ktoś by mógł powiedzieć: to po co dawała takie imię? Postawmy jednak inne pytanie: po co śmiejemy się z tych nieszczęsnych imion ucząc tego nasze dzieci, które potem śmieją się z kolegi? Same z siebie by się nie śmiały, skojarzenia wzbudzają w nich dorośli.

Podobna sytuacja jest z imionami obcojęzycznymi: Dżesiki, Brajany i Denisy to już symbol. Symbol matki niezbyt rozumnej, ale aspirującej do lepszego życia. Matki internetowej, która wszędzie chwali się przychówkiem. Rzeczywiście obcojęzyczne imiona w zestawieniu z polskimi, często chłopskimi nazwiskami, brzmią dosyć kuriozalnie: Nikola Dziura, Denis Kołek czy Dolores Miednica nie robią dobrego wrażenia. Może jednak to jest kwestia naszych uprzedzeń? Popatrzmy na USA: nikogo nie razi tam imię Apple (córka Gwyneth Paltrow), Brooklyn czy North. Wracając do Dżesik i Brajanów: sama się z tych imion podśmiewam, ale w sumie nie powinnam: czemu winna jest Dżesika, że ma takie imię? Ponadto Dżesiki i Denisy za kilkanaście lat będą dorosłymi ludźmi i zastanawiam się, czy te imiona jednak im nie zaszkodzą? Bo uprzedzenia w ludziach mają się świetnie i mając przed oczyma CV Dżesiki i Karoliny, chyba instynktownie byłabym bardziej przychylna tej drugiej… Czyli sama ulegam tym stereotypom, niestety.

Sama mam imię, którego nie lubię, ale mimo wszystko jest neutralne i ma niewielkie szanse być bohaterem memów jak Janusz, Mirek czy jakaś Dżesika. Nie wyobrażam sobie być w skórze takiego małego Janusza. Może więc jednak postaram się być ponad „imiennymi” uprzedzeniami? Zobaczymy jak pójdzie :)