Temat gorący i powracający w internecie jak bumerang. Powstały dwa obozy – orędowniczek karmienia piersią gdzie się tylko da i przeciwników tegoż, którzy najchętniej by zamknęli karmiące matki w odosobnieniu. Zatem dziś właśnie o karmieniu i o tym, gdzie i jak wypada to robić. Oraz o tym, z czego ta wojna może wynikać.

Skąd tyle emocji?

Długo analizowałam wpisy przeciwników karmienia piersią w miejscach publicznych. Głównie były to kobiety, co może dziwić, ale tylko na początku. Otóż przez setki lat kobietom odmawiano prawa do… nielubienia dzieci. Do tego, że mogą ich nie chcieć mieć. Dziś przyznanie się do tego nie jest żadną herezją, a po prostu stwierdzeniem faktu. Kobiety nie mające ochoty na macierzyństwo mogą wreszcie swobodnie o tym mówić, co oczywiście jest zjawiskiem pozytywnym. Pewnie dlatego z tej możliwości korzystają właśnie przy „laktacyjnych” dyskusjach.

Drugą kwestią, która wywołuje emocje jest… pierś. Przywykliśmy do tego, że piersi kobiety są częścią ciała nacechowaną erotycznie. Reklamy i zdjęcia modelek „szczują” wręcz odważnymi dekoltami czy obnażonym niemal całkiem biustem. Odwykliśmy od traktowania tej części ciała zgodnie z jej rzeczywistym przeznaczeniem. Jest też jeszcze jeden ważny aspekt: w okresie PRL dzieci wychowywano „butelkowo”. Karmienie piersią nie było promowane, a urlopy macierzyńskie krótkie. Widok karmiącej kobiety nie był więc wcale taki częsty, ponadto kobiety niekoniecznie chciały z małym dzieckiem uczestniczyć w życiu społecznym w takim zakresie jak dziś. 

I wreszcie, powodem wszystkich tych internetowych wojen jest też niechęć do fizjologii i traktowania jej jak sprawę oczywistą. Dziwi mnie to o tyle, że przeciwniczkami karmienia publicznie bywają feministki, które domagają się równych praw dla kobiet oraz nieskrępowanie rozmawiają o miesiączce chcąc ją odrzeć z tabu. A karmienie nagle urasta do rangi czegoś obrzydliwego, a nawet bywa porównywane do defekacji.

Jak karmić piersią żeby cały świat się nie zgorszył?

Zaznaczam, że sama uważam karmienie piersią za czynność raczej intymną. Nie bez powodu podczas przyjęć przeznacza się pokoik dla matek, by mogły w spokoju nakarmić dziecko. Jednak w odróżnieniu od internetowych ekspertów zdaję sobie sprawę, że nie zawsze da się uniknąć karmienia publicznie, zwłaszcza w przypadku noworodka czy niemowlęcia karmionego na żądanie. Trudno, żeby matka z tego powodu nie wychodziła z domu, a wyliczyć pory karmienia jest, z tego co wiem, raczej trudno.

Przeciwniczki karmienia publicznie powołują się często na to, że część kobiet karmi „ostentacyjnie”. Myślę jednak, że większość mam ostatnie o czym marzy to prezentowanie wypełnionych mlekiem sutków całemu światu. Ja osobiście zetknęłam się chyba tylko z jedną taką sytuacją, ale była dość ekstremalna – w pociągu pani jechała z dwoma synkami w wieku 4-5 lat. Nagle bez żenady podniosła bluzkę i nakarmiła ich piersią. Było to dla mnie niekomfortowe i czułam się zażenowana, zdaję jednak sobie sprawę, że to jest skrajność, a nie norma.

Najlepiej więc karmić piersią tak, żeby się nie obnażać, karmiąca mama wygląda wtedy jakby miała po prostu większy dekolt, a sutka i tak przecież nie widać. Nie trzeba nakładać  żadnych chust, choć ja gdybym karmiła, pewnie bym wolała się takową przysłonić. Spokojnie da się przeprowadzić całą akcję bez pokazywania piersi szerszej widowni.

Można karmić w kościele, oczywiście bez obnażania całych piersi. Poparł to nawet papież, a więc Roma locuta, causa finita ;) Lepiej nakarmić dziecko na mszy niż żeby ono narobiło hałasu na cały kościół. Można karmić w restauracji, ale o ile się da, warto nieco odsunąć się od stolika, a idealnie byłoby, gdyby był jakiś kącik do karmienia (coraz częściej się zdarzają).

 

Dlaczego nie lubię akcji „karmiące cyce na ulice”?

W takich akcjach jest i wulgarność, czasem też agresja, a także to, czego nie lubię w przeciwnikach karmienia publicznie – radykalizm. Wolę traktować karmienie jako naturalną, normalną czynność niż jak demonstrację światopoglądu. W tej sprawie jestem raczej po środku, nie przepadam ani za ostentacją, ani za przesadnym purytanizmem (och odsłonięta pierś, straszne rzeczy).

Na koniec mała zabawa słowna dla tych, których strasznie gorszy widok karmiącej piersi.

Nie rozumiem jak kobieta może odsłaniać nogi i nosić mini. Tak ostentacyjnie pokazuje te nogi, że nie mogę na to patrzeć. W restauracji, w metrze, w parku – wszędzie pokazują te nogi. Powinny pokazywać nogi w domu, a nie epatować nimi na ulicy. Kto im każe pokazywać nogi publicznie? Mogły pokazać w domu i nie brzydzić innych ludzi.

Brzmi jak wypowiedź ultrakonserwatywnego fanatyka, prawda? A teraz podstawcie w miejsce nóg piersi i karmienie piersią. Jak brzmi? :)

Na koniec o odczuciach estetycznych: gdybym miała wskazać listę rzeczy, które godzą w moje poczucie estetyki, byłoby tego bardzo dużo. Ale ludzie nie istnieją po to, by zaspokajać moje poczucie estetyki. Karmiąca matka karmi, a nie zastanawia się, czy podoba się innym. Nie po to to robi.

 

Konkludując: tak, można karmić publicznie. Nie, nie należy obnażać przy tym całego biustu.

A Wy jak odnosicie się do karmienia publicznie?