Temat związków nieformalnych nie jest jeszcze rozpatrywany szeroko w oficjalnych podręcznikach savoir-vivre. W tradycyjnym rozumieniu takie związki się ignorowało. Owszem, można było mieć dziewczynę, potem narzeczoną i żonę. Ale mieszkać z kimś wiele lat, prowadzić wspólne gospodarstwo i być traktowanym w towarzystwie jak małżonek? To już niekoniecznie. Nie oznacza to, że konkubinatów nie było. Oczywiście były, jednak otaczała je zasłona dyskretnego milczenia.

Zacznę może od akcentu osobistego: sama jestem „konkubiną”, choć niebawem wychodzę za mąż. Mam za sobą blisko 18 lat związku, który był bardzo różnie postrzegany przez otoczenie. Dla jednych był to taki związek jak małżeństwo, dla innych – związek na „kocią łapę”. Mam jednak to szczęście, że bliscy nie robili z tego powodu problemów.

Eksperci savoir-vivre mogą się tu ze mną nie zgodzić, ale ja uważam, że żyjemy obecnie w czasach, kiedy stosunek do małżeństwa, formalizowania związku jest bardzo różny i należy mieć to na uwadze. Jedni ślub wykluczają, inni chcą, a innym jest obojętny. Nie znam dokładnych badań, ale z pewnością liczba osób żyjących w konkubinatach się zwiększa. Nie ma więc najmniejszego sensu narażać tych ludzi na społeczny ostracyzm.

Czy „konkubent” należy do rodziny?

Konserwatyści uważają, że osoba żyjąca w konkubinacie z kimś z naszych bliskich to tylko jego/jej „przyjaciel” i nie można tytułować go/jej szwagrem czy bratową. Bo tytuł ten należy się osobom będącym w związku małżeńskim. Uważam, że o ile mamy do czynienia z długim związkiem (a konkubinat to nie jest przecież przelotna relacja) to nie powinniśmy dawać do zrozumienia, że dana osoba jest przez nas niemile widziana. To, że nie ma tu formalnego ślubu, nie oznacza przecież, że ludzie się nie kochają. A uwierzcie, bywają takie rodziny, gdzie konkubina nie jest dopuszczana do rodzinnych ustaleń, nie zapraszana na uroczystości. Dla mnie to jednak duży nietakt.

Są jednak wyjątki

Wyobraźmy sobie sytuację, że pan Iksiński ma żonę. Poznaję panią i decyduje się na rozwód. Krótko mówiąc porzuca panią Iksińską. Trudno sobie wówczas wyobrazić, że rodzina natychmiast przejdzie nad tym do porządku dziennego i przyjmie nową partnerkę pana Iksińskiego z otwartymi ramionami. Po jakimś czasie sytuacja zapewne się unormuje i wszyscy przywykną, niemniej pan Iksiński nie powinien oczekiwać, że jego rodzice i rodzeństwo bez mrugnięcia okiem zaczną się zaprzyjaźniać z jego partnerką.

Trzeba też pamiętać, że nie ma najmniejszego sensu prowokować swoim zachowaniem. Jeśli mamy w otoczeniu osoby starsze i o konserwatywnych poglądach to nie zmienimy ich, a tylko urazimy. Więc nie wyrażajmy się lekceważąco o małżeństwie, nawet jeśli mamy do niego taki stosunek. Warto zachować się dyplomatycznie.

 

Ciekawa jestem, jak takie długie nieformalne związki traktowane są w Waszych rodzinach. Na równi z małżeństwem czy może inaczej? Piszcie w komentarzach :)

Zachęcam przy okazji do lektury wpisu LGBT a savoir-vivre