Czasem z różnych przyczyn, zawinionych bądź nie, zmieniamy nasz rozmiar na znacznie mniej pożądany. Długo myślałam, że mnie to jakoś ominie, ale smuteczek – nie ominęło. Nie zaczęło się to z dnia na dzień, tylko chyłkiem kurczyło moje ubrania, w konsekwencji czego nic na siebie nie mogłam włożyć. No prawie nic. T-shirt z napisem MISS TURNUSU zawsze będzie ok.

Przeszłam w swoim życiu przez liczne diety, mniej lub bardziej „cudowne”. Ćwiczyłam z Chodakowską, Mariolą Bojarską i Mel B. Przyrzekałam absolutną zmianę przyzwyczajeń, oczywiście do pierwszej pokusy, której nie umiałam zwalczyć. W końcu gdy moja tolerancja wobec własnego wyglądu się naprawdę skończyła, wzięłam się za siebie mam nadzieję skutecznie. Ale do czego zmierzam? Do ciuchów. Bo ubrania w sytuacji, kiedy przybyło tu i ówdzie, są poważnym problemem. I każde rozwiązanie ma wady.

  1. Udajemy, że nic się nie stało. Wciskamy się w przymałe spodnie, z których wylewa się niezbyt estetyczne sadełko. Wsuwamy na siebie z trudem spódnicę, która wygląda jak zdjęta z młodszej siostry. Całość wygląda jak Vanessa z imprezy w remizie. Nie polecam.
  2. Godzimy się z sytuacją i bierzemy na pokaźną klatę nasz problem. Idziemy do sklepu i zaopatrzone w ubrania w rozmiarze XL i więcej wracamy do domu szczęśliwe, że mamy się w co ubrać. Tak całkiem to tego nie polecam również :) Wymiana garderoby na większą oznacza moim zdaniem całkowitą porażkę i pogodzenie się z sytuacją, która wymaga zmiany. Poza tym luźne ubrania kamuflują nasze nadmiary więc co nam zaszkodzi jeszcze jedno ciacho? ;)

No więc co tu zrobić? Ja polecam jednak opcję pośrednią. Czyli nosimy to, co mamy i w czym nie wyglądamy koszmarnie. Kupujemy sobie jakieś podstawowe duże ciuchy (niedrogie, szkoda kasy, bo zaraz mamy ważyć mniej!). Podstawowe, czyli jakaś bluzka, spódnica czy tam spodnie. Lub idziemy do secondhandu i kupujemy więcej. Żadnych ekstrawagancji, jesteśmy na etapie przejściowym i ma on trwać krótko.

Zobaczymy, jak pójdzie mi tym razem. Ale osiągnęłam stan, w którym muszę coś zrobić, bo ta cholerna trzydziestka daje bonus w postaci zwolnionego metabolizmu. Proszę o kibicowanie, potrzebne bardzo!