Od dawna nosiłam się z zamiarem wpisu na ten temat, bo czasem niewiedza i zakłopotanie sprawia, że popełniamy gafy. Po namyśle stwierdziłam, że najlepiej będzie, jeśli na ten temat wypowie się ktoś, kogo temat niepełnosprawności dotyczy bezpośrednio. Dlatego dziś na blogu gości niezwykła kobieta – autorka bloga Zaniczka.

Czy zdarza się, że ludzie zachowują się wobec Ciebie nietaktownie? Jeśli tak, to jak się to przejawia?

Na co dzień nie spotykam się z osobami, które popełniają wobec mnie jakieś gafy, a to dlatego że mam stałe grono znajomych. Jednakże czasami zdarza mi się być potraktowaną protekcjonalnie, ma to miejsce szczególnie w urzędach. Panie lub Panowie urzędnicy traktują mnie jak osobę ubezwłasnowolnioną i na przykład chcą żeby moje sprawy załatwiał towarzyszący mi mąż lub znajomy. Nie znoszę takiego zabierania mi prawa do wzięcia numerka, stania w kolejce i w końcu załatwienia osobiście tego po co przyszłam do urzędu.

Mam mieszane uczucia kiedy rozmawiam z osobą na wózku: nie wiem czy powinnam nieco się zniżyć, żeby nasze twarze były na tym samym poziomie, czy po prostu stać, a może lepiej usiąść? Nie lubię patrzeć na kogoś z góry. Jak to jest według Ciebie?

Według mnie to wszystko zależy od sytuacji. Czasami nie ma gdzie usiąść, a ktoś nie może kucać. Zależy też jaki jest czas trwania tej rozmowy. Zdecydowanie na dłuższe pogawędki polecam znalezienie takiego miejsca żeby można było swobodnie patrzeć sobie w oczy w czasie rozmowy. Inaczej jest w przypadku krótkich konwersacji. Wtedy moim zdaniem można stać. Ważne, jeśli zdecydujesz się na kucanie, to zapytaj zanim złapiesz za ramę wózka w celu utrzymania równowagi. Niektóre osoby poruszające się na wózkach inwalidzkich nie lubią jak dotyka się ich sprzętu.

Tyle się mówi o barierach architektonicznych i niewątpliwie się z tym stykasz. Czy lepiej jeśli ktoś sam wyjdzie z inicjatywą pomocy, czy może lepiej czekać, aż osoba niepełnosprawna sama wyrazi taką prośbę? Mówię o sytuacjach codziennych, a nie ratujących życie, kiedy czas gra rolę.

I tutaj znowu zależy od sytuacji. Jak Ci podpowiada intuicja. Jeśli widzisz, że ktoś na wózku przedziera się przez śnieg leżący na chodniku, możesz podejść i zapytać czy mu pomóc. Jedyne na co się narażasz to odmowa. Inaczej sprawa wygląda, gdy widzisz np. kogoś w sklepie zagapionego w wystawę i podchodzisz i pytasz czy mu pomóc. Sytuacja determinuje czy pomagamy czy nie. Jak widzisz osobę na wózku aktywnym, która porusza się za pomocą siły swoich mięśni i ma do ziemi stosunkowo niedaleko to jej nie będziesz proponować podniesienia czegoś co jej upadło, bo istnieje realna szansa, że podniesie to sobie sama. Jeśli mi, siedzącej na elektrycznym wózku inwalidzkim coś upadnie – szansa że to podniosę jest zerowa. Nie ma reguły. Ja proszę o pomoc, nauczyłam się tego. Popełniłam kilka wpisów na ten temat na swoim blogu. W jednym z nich pisałam, że za pytanie podać Ci? pomóc Ci? Można ode mnie zarobić w „pysk”. Chodziło mi o pytanie połączone od razu z działaniem. Wiele osób tak robi, nie czeka tylko działa. Ja zalecam poczekać na odpowiedź. Chyba że ta pomoc mieści się w granicy savoir-vivre np. otwarcie drzwi dziewczynie na wózku, wtedy otwierać bez pytania.

Problem językowy: czy jeśli powiem do Ciebie: przyjdź do mnie, to nie zabrzmi to dziwnie, skoro poruszasz się na wózku?

Teoretycznie to brzmi dziwnie, ale praktycznie w mowie i piśmie osoby poruszające się na wózku mówią o czynności poruszania się tak jak zdrowi, czyli idę, pójdziemy. Semantyka tutaj nie ma nic do rzeczy, tak jest wygodniej. Tak samo do osoby niewidomej można powiedzieć do widzenia, nie ma w tym nic złego i takie sformułowania są codziennością.

Nie powinno się pytać o choroby i przypadłości, ale jak reagujesz, kiedy ktoś jednak to zrobi?

Nie mam z tym problemu. Często widząc czyjeś zdziwienie w momencie kiedy podnoszę szklankę, bądź proszę o podniesienie łokcia tłumaczę, że mam zanik mięśni.

Dziękuję za rozmowę :)