Przyznam szczerze, że po tym jak w zeszłym roku byłam nieco rozczarowana See Bloggers, przed tegoroczną edycją miałam trochę obaw. Ale ponieważ jestem z Trójmiasta i nie muszę jechać daleko, postanowiłam pójść i się po prostu przekonać. Pomimo pewnych niedociągnięć byłam zaskoczona pozytywnie!

Przygotowania do imprezy

Organizatorzy mieli fantastyczny pomysł z aplikacją, która ułatwiała ogarnięcie programu i umożliwiała umówienie spotkań z markami. Bo też See Bloggers klasyczną konferencją nie jest, a raczej festiwalem marek i twórców. Nie jest to wada, a raczej wyróżnik tej imprezy na tle pozostałych wydarzeń w blogosferze. Zgrzyt pojawił się, kiedy z aplikacji zniknął wall, a komunikacja została przeniesiona na facebookową, dedykowaną grupę. Jednak to rozwiązanie okazało się bardziej praktyczne i pozwoliło uczestnikom poznać się wcześniej. Umawianie spotkań 1:1 z przedstawicielami firm to strzał w dziesiątkę – zamiast łapania na korytarzu między prelekcjami można było w spokoju porozmawiać o ewentualnej współpracy.

Przy rejestracji spotkałam Magdę Śpiewak, czyli Dziewczynę z Obrazka, która jest fantastyczną, piękną i mądrą kobietą i pisze niesamowicie – polecam gorąco :)

Dlaczego nie siedziałam w sali głównej

Wcale nie dlatego, że pozjadałam wszystkie rozumy i nie potrzebuję niczego się uczyć. Oczywiście, że potrzebuję. Ale mam specyficzne nastawienie na takich konferencjach – dużo ważniejsza jest dla mnie integracja, rozmowa i, co tu ukrywać, także rozrywka. Dlatego uważnie wybieram to, na co chciałabym iść a resztę czasu poświęcam na nawiązywanie kontaktów. Prezentacje zawsze można obejrzeć później :)

W tym roku jakoś główna sala mnie interesowała najmniej, postawiłam na warsztaty.

Przy warsztatach się trochę zatrzymam bo co roku często okazuje się, że nie są to żadne warsztaty, a prezentacja reklamowa produktu czy usługi. Rzecz jasna element reklamy jest całkowicie zrozumiały, ale jeśli warsztaty są po prostu czystą reklamą, to nazwać to trzeba po imieniu. Ja wybrałam w tym roku spotkanie z panem Januszem Leonem Wiśniewskim – autorem licznych książek, w tym bestsellera „Samotność w sieci”. Przyznam, że nie jest to literatura, jaką cenię najbardziej, ale szanuję dorobek pana Janusza i chciałam się czegoś na temat konstruowania opowieści dowiedzieć. Spotkanie okazało się fantastyczne, z jednym poważnym zgrzytem. Okazało się, że pan Janusz myślał, że nasze 90 minut to tylko początek i chciał zrobić krótką przerwę. Organizatorzy jednak przypomnieli, że to już koniec i mamy opuścić salę. I ja rozumiem, nastąpiło nieporozumienie, harmonogram goni. Ale dostaliśmy tam egzemplarze powieści pana Janusza i nakazanie mu opuszczenia sali by podpisywał książki gdzieś w tłumie było niegrzeczne. Gdyby nie krzesło na stoisku makijażowym nie miałby gdzie usiąść by nam te książki podpisać. Było mi przykro na to patrzeć, a spotkanie było cudowne, inspirujące i ciekawe.

Kolejne warsztaty, choć nazwałabym to raczej wywiadem, to było spotkanie z Mają Sablewską i marką Gosh. Maja okazała się być bardzo sympatyczną, ciepłą osobą, bez gwiazdorskiego nadęcia. Piszę to wcale nie dlatego, że powiedziała mi komplement ;) Myśl tego spotkania sprowadza się do bardzo ważnego stwierdzenia: upiększaj się jak tylko chcesz, ale taka jaka jesteś – jesteś ok. 

Afterparty bez Despacito

Naprawdę uważam, że na „afterach” można nawiązać jeszcze lepsze znajomości, a poza tym po ciężkim dniu warto się rozerwać. Bawiłam się świetnie, ale bawiłabym się znacznie lepiej, gdyby DJ lepiej czuł klimat. Klubowa muzyka nie zawsze się sprawdza, a w wypadku tak różnorodnej grupy ludzi warto postawić na sprawdzone hity. Większość osób bawiła się na powietrzu, parkiet nie był jakoś bardzo zatłoczony. No i ponieważ wymagany/pożądany był rockowy styl ubioru, sporo osób spodziewało się i takiej muzyki. Poza kilkoma utworami na początku o rocku można było tylko pomarzyć.

No i nie było Despacito :(

Drugi dzień

Drugiego dnia jak to zwykle bywa, samopoczucie bywa różne. Ale trzeba to jakoś było znieść, szczególnie że właśnie wtedy odbyły się długo wyczekiwane przeze mnie warsztaty o tym, jak urządzić idealne przyjęcie. O to, by wokół nas było pięknie, zatroszczyła się DUKA  Spotkanie czasem odbiegało od tematu, ale dyskutowało się fantastycznie w prawie całkowicie damskim gronie. Mam kilka ciekawych pomysłów na blogowy cykl o przyjęciach, ale o tym napiszę więcej za jakiś czas.

Drugi dzień upłynął bardziej chilloutowo, rozmowy, trochę śmiechu, no i trochę byłam jednak na głównej scenie ;) Bardzo podobała mi się prezentacja Jasona Hunta, mam nadzieję, że będzie gdzieś dostępna online, bo trudno mi ją opisać, a była bardzo ciekawa.

See Bloggers – i to widać wyraźnie – przeszło od konferencji do formuły festiwalu twórców internetowych. To według niektórych wada, według mnie zaleta i postawienie sprawy jasno. Organizowanie identycznych wydarzeń nie ma większego sensu. Myślę, że za rok znów się na See Bloggers pojawię – choćby dlatego, że spotykam tam fantastycznych ludzi. W porównaniu z zeszłoroczną edycją było lepiej, ciekawiej i atrakcyjniej. Oby tak dalej!