Tytuł nie jest przypadkowy. Dawno postanowiłam, że jeśli zacznę pisać bloga, to nie będzie traktował o polityce. Będę się tego trzymać, choć wczoraj byłam świadkiem tak dziwnej symfonii obłędu, że nie sposób przejść nad nią do porządku dziennego.

Zacznę może od tego, że wśród moich znajomych sporo jest ludzi deklarujących się jako osoby otwarte, szanujące różnorodność i tolerancyjne. Gorąco wspierają idee demokracji i poszanowania inności. Brzmi naprawdę fajnie, gdyby nie to, że jedno wydarzenie obnażyło, jak wielu z nich zachowuje się nie tylko jak paranoicy, ale również jak pełni nienawiści frustraci.

Zakończyły się wybory i jak to z wyborami bywa – jednym wynik się podoba, innym nie. Normalka. Ale nie wczoraj. Otóż z klawiatur moich wydawałoby się bardzo otwartych i szanujących cudze poglądy znajomych wylał się potok najbardziej rynsztokowych obelg nie tylko pod adresem prezydenta-elekta, ale i pod adresem jego wyborców.Jak się zatem okazuje, tolerują inność jeśli dotyczy orientacji seksualnej (chwali się) czy koloru skóry (również się chwali). Jeśli zaś inność dotyczy innych preferencji politycznych niż sami mają, wtedy tolerancja się kończy, a dobry dotąd kumpel staje się ciemnogrodem, kretynem, sługusem Watykanu, smoleńskim zjebem (pisownia oryginalna, ja tylko czytałam komentarze na FB).

Jakimi jesteśmy ludźmi (jako naród), że dwie partie rządzące potrafią wzbudzać w nas nienawiść do ludzi, z którymi pracujemy czy się przyjaźnimy? Jakim trzeba być zacietrzewionym człowiekiem, żeby na coś takiego sobie pozwolić?

Oczywiście piszący z zagranicy głęboko współczują Polakom wyboru, zapominając, za czyjej kadencji i za czyich rządów sami wyjechali.

Wpisy, jak to kolbami w drzwi załomocą i że obowiązkowo trzeba będzie chodzić do kościoła znajduję nawet zabawnymi, ale z drugiej strony niewiedza jest straszna. Niewiedza na temat kompetencji prezydenta i jego roli w funkcjonowaniu państwa.

Wczoraj najpierw się śmiałam z tego festiwalu hejtu. A potem pomyślałam, że to przecież moi znajomi. Ludzie, których skądinąd lubię. I miałam za tolerancyjnych i pokojowo nastawionych. Jest mi przykro, że demokracja, za którą narażali niejednokrotnie nasi rodzice własne życie, jest traktowana tak wybiórczo. Czyli szanujemy, jeśli podoba nam się wynik, jeśli się nie podoba możemy obrażać, bluzgać.

Marzy mi się taki dobry obyczaj, że o polityce dyskutuje się z poszanowaniem różnych poglądów. Sama mam wśród znajomych sympatyków wszystkich ugrupowań z Ruchem Narodowym na czele. I prawdę mówiąc nigdy nie spotkałam się z taką agresją jak wczoraj ze strony wyborców PBK.

Wyluzujcie, ludzie. Słońce wstało, kawę się rano zrobiło jak zwykle (niektórzy nawet dostali ją od prezydenta-elekta). I nic się nie zawali. Nadal w sklepie kupicie gumki i nikt Wam nie każe pójść do kościoła. Dajcie innym żyć, to tylko polityka, nie warto z powodu pana Dudy czy pana PBK się wzajemnie obrażać i gdakać jak kury na grzędzie.

I na koniec – skoro wynik jest jaki jest, trzeba go uszanować. I po prostu żyć dalej, bo to my stanowimy o sile tego kraju, nie pan Duda i nie pan Komorowski.