Sztuka dyplomacji to nie tylko relacje międzynarodowe. Z powodzeniem możemy się od dyplomatów uczyć nie tylko kultury osobistej, ale także języka. W czasach, kiedy w dyskusjach i kontaktach międzyludzkich sporo jest agresji i źle rozumianej „szczerości” dyplomacja może być jak plaster na ranę.

Odkąd pamiętam fascynowała mnie dyplomacja, niestety mi samej wiele brakowało do tego, by właśnie takiego języka używać w kontaktach z innymi. Jestem dość porywczą osobą, bardzo impulsywną i ekstrawertyczną. Trudno przy takich cechach o opanowanie, ale praca nad sobą zdecydowanie popłaca.

Język dyplomacji jest to język kurtuazyjny, ale to nie znaczy, że nie przekazuje tego, co trzeba. Po prostu wyraża w inny sposób. Wadą posługiwania się takim językiem jest to, że nie każdy nasz rozmówca go zrozumie.

Podam Wam teraz kilka przykładów, zestawiając wyrażenia potoczne z językiem dyplomacji.

Język dyplomatyczny (JD) vs Język potoczny (JP)

JP Uważam tę wypowiedź za niedorzeczną.
JD: Uważam, że ta wypowiedź oparta jest na nieporozumieniu

JP: Wyznaczam na odpowiedź nieprzekraczalny termin do dnia 20 bieżącego miesiąca.
JD: Nalegam z najwyższą stanowczością na udzielenie odpowiedzi do dnia 20 bieżącego miesiąca.

JP: Jesteśmy tym zbulwersowani i domagamy się interwencji.
JD: Przyglądamy się sytuacji z rosnącym zaniepokojeniem i liczymy na rozwiązanie korzystne dla obu stron.

 

Jak to brzmi? Niby podobnie, a jednak słowa są bardziej wyważone, przekaz łagodnieje, a jednocześnie odczuwalny jest szacunek do rozmówcy. To może okazać się bezcenne np. w sytuacjach związanych z pracą. Jednak i w kontaktach rodzinnych, z najbliższymi, może to wprowadzić zupełnie nowy wymiar.

Oczywiście ktoś może powiedzieć, że są to detale. Ale detalem jest też to, jak siedzimy przy stole, jak jemy, jak wyglądamy. Jak przyjmujemy gości, jak odnosimy się do innych. Te detale są jednak bardzo istotne. One się składają właśnie na naszą kulturę osobistą, która może być naszym ogromnym atutem.

W czasach, kiedy bylejakość i ordynarność nie wydaje się dla wielu niczym złym, my możemy się wyłamać.

 

A czy w internecie da się stosować język dyplomacji? Przede wszystkim tam właśnie jest potrzebny, bo to właśnie w internecie najbardziej widoczne jest obniżanie poziomu dyskusji.

Zamienię teraz język „internetów” (I) na dyplomatyczny (D).

I: Ale chrzanisz bzdury.

D: Nie zgadzam się z Twoim zdaniem, ale cieszę się, że mogę poznać Twój punkt widzenia. Ja z kolei sądzę, że….

I: Skończyłeś się na filmikach sprzed roku.

D: Nie ukrywam, że filmiki sprzed roku były dla mnie ciekawsze, bo poruszałeś w nich…. (tu uzasadnienie).

I: Tego się nie da czytać, co za bełkot.

D: Trudno mi zrozumieć Twój tekst, możesz mi wyjaśnić, co miałeś na myśli pisząc….

 

Jasne, że znajdą się osoby, dla których to będzie przesada, przerost formy nad treścią albo sztywniactwo. Jednak ja sądzę, że jeśli trochę będziemy czerpać z języka dyplomacji, nasze dyskusje zyskają na jakości.

Przy okazji przypominam stary tekst, który swego czasu wzbudził trochę emocji: „Szczerość a chamstwo – płynna granica?”

Dla osób, które chciałyby wesprzeć moje działania i prace nad książką – link do Patronite :)