Pierwszy odcinek „Projektu Lady”, o którym pisałam tutaj, wzbudził wiele kontrowersji, a jedną z nich było nakazanie wyjęcia kolczyka z nosa jednej z uczestniczek. Ponieważ sama mam w nosie kolczyk, to następnego dnia kilka osób mnie spytało o zdanie na temat modyfikacji ciała. A to jest bardzo ciekawy temat i również wyzwanie dla specjalistów w dziedzinie etykiety. Wbrew pozorom bowiem sprawa nie jest taka oczywista.

Prywatnie nie mam nic przeciwko tatuażom i kolczykom (zwłaszcza, że sama posiadam te drugie, a projekt tatuażu siedzi mi w głowie). Co prawda nie przepadam za daleko idącymi modyfikacjami ciała z powodów estetycznych, ale wiadomo – nie moje ciało, nie moja sprawa.

W kwestii piercingu i tatuażu sporo się zmieniło przez ostatnie 10 lat. Kiedyś kolczyk w nosie był domeną zbuntowanych nastolatek, a dziś widać czasem i sześćdziesięcioletnie panie z takim kolczykiem. Kiedyś tatuaż większości społeczeństwa przynajmniej w Polsce kojarzył się z kryminałem, tudzież w najlepszym razie z kontrkulturą, a dziś mamy wytatuowanych celebrytów, prawników czy biznesmenów.

Czy damie wolno mieć kolczyk w nosie?

Bycie damą to przede wszystkim postawa życiowa, styl życia, charakter (pisałam o tym tutaj). To dusza, że tak staromodnie się wyrażę. Bycie damą może się wyrażać w wyglądzie, a nawet powinno, ale moim zdaniem dyskretny kolczyk w nosie nie psuje wrażenia klasy, umiaru i skromności. Oczywiście nie należy zapominać, że w sytuacjach bardzo oficjalnych dopuszczalnymi kolczykami w miejscach widocznych są te w płatkach uszu, ale powiedzmy sobie szczerze – rzadko której z nas zdarzają się co tydzień proszone obiady z ambasadorem. Trzeba zachować zdrowy rozsądek.

W „Projekcie Lady” panie niewątpliwie miały swoje racje. Ale z drugiej strony u uczestniczek jest tyle rzeczy do zmiany i tyle trzeba pracy, żeby nabrały ogłady, że jeden mały kolczyk naprawdę niczego nie zmieni.

Jest jednak druga strona medalu…

Kiedy decydujemy się na daleko idące i nie dające się ukryć modyfikacje, godzimy się z tym, że pewna część społeczeństwa może nas traktować z nieufnością. Oczywiście to się zmienia, ale jednak nadal są profesje, gdzie widoczne tatuaże i kolczyki w innych częściach ciała niż płatki uszu zupełnie nas mogą zdyskwalifikować. Na Zachodzie panuje większa tolerancja, ale i tam nie wszędzie uchodzą modyfikacje. Ja osobiście nigdy bym nie skreśliła nikogo za to, że ma tatuaż w widocznym miejscu. Mam sama takich przyjaciół i w niczym im to nie ujmuje, a przeciwnie – często dodaje uroku. Jednak jak sami przyznają, nie wszyscy tak pozytywnie reagują. Jeśli godzimy się z tym i planujemy tak naszą karierę, żeby to nam w niczym nie przeszkodziło – wszystko jest dobrze. Jednak należy to przemyśleć. Nie da się na dłuższą metę udawać, że nic nas nie obchodzi co mówią o nas inni, bo nie żyjemy na bezludnej wyspie i od zdania innych na nasz temat może wiele zależeć.

Pomimo tego, że etykieta zasadniczo nie uznaje modyfikacji ciała, to należy pamiętać, i zawsze będę to podkreślać, że savoir-vivre ma nam pomóc być pewnym siebie i pełnym szacunku dla innych, a nie uwięzić nas w gorsecie nienaruszalnych zasad. Tkwienie w takim gorsecie nie usposobi nas życzliwie do innych tylko nas ograniczy. Znajomość zasad etykiety jest naprawdę dobra, bo pomaga nam w życiu i dzięki tym zasadom zawsze zachowujemy się z klasą. Niemniej jednak to nasza postawa, a mniej wygląd stanowi o wszystkim. Cóż z tego, że uczestniczkę „Projektu Lady” ubierzemy w piękny elegancki kostium i uczeszemy jej włosy, skoro jej postawa nadal będzie daleka od postawy damy? Damą się nie bywa. Damą się jest. Czy się ma kolczyk i tatuaże, czy nie.