Homar nie jest daniem, z którym większość z nas ma często do czynienia. Dlatego właśnie jest przynajmniej na początku, dość kłopotliwy w jedzeniu. Szkoda jednak wyrzekać się zjedzenia tylko z powodu braku umiejętności. Homar jest naprawdę pyszny. Więc… do dzieła!

Homar wygląda na talerzu imponująco, ale jak się do tego zabrać? Przede wszystkim – nie bójcie się. Głęboki oddech i zabieracie się do skorupiaka. Przy nakryciu znajdziecie następujące sztućce:

  • szpikulec (nim wydobywamy mięso)
  • widelec do homara (ma dwa lub trzy zęby)
  • noż
  • kleszcze do miażdżenia szczypiec

Przed jedzeniem koniecznie połóżcie sobie na kolanach sporą serwetę. Homar wyjątkowo brudzi, więc spodziewajcie się, że coś na kolana kapnie.

Często jest tak, że homar podawany jest po przecięciu na połowę, ale jeśli nie, to i tak można sobie poradzić. Proponuję zacząć od odnóży. Łamiemy je w stawach, a szpikulcem wydobywamy mięso (niektórzy wysysają, ale jakoś nie mam śmiałości…). Potem bierzemy kleszcze do homara, miażdżymy szczypce i też wydobywamy mięso. Na koniec szpikulcem lub widelcem przytrzymujemy koniec ogona i tniemy wzdłuż. Wydobywamy mięso, odkładamy skorupy. Do nakrycia powinna być dołączona miseczka z wodą do opłukania palców po tych wszystkich operacjach na skorupiaku :)

 

Mamy już na talerzu nasze mięso, pozostaje nam je zjeść maczając w sosie.

Niektórzy zalecają zjadanie części mięsa a potem „patroszenie” reszty. Mnie bardziej praktyczne wydaje się rozłupanie szczypców, wydobycie mięsa i spokojne cieszenie się posiłkiem zamiast walki z kolejnymi częściami naszego homara!

Na filmiku jest to całkiem dobrze pokazane, choć nie bezbłędnie. Niemniej, jeśli uda Wam się zrobić to tak, będziecie mistrzami.

Poprzedni wpis z cyklu „Trudne potrawy” – jak jeść rybę?