Kilka miesięcy temu napisałam recenzję „Uczulonej na wino”. Izabela Jagosz powróciła z kolejną książką, będącą dalszym ciągiem losów Igi. Powieść trafiła do mnie już jakiś czas temu, a dziś mogę Wam nieco o niej powiedzieć.

Bardzo lubię powieści, w których bohaterka i ja mamy coś wspólnego: przeżycia, sposób postrzegania świata, zasady lub po prostu charakter. Z Igą nić sympatii zawiązała się już w „Uczulonej na wino”, gdzie musiała dzielnie stawić czoło trudnościom – życie ze stosującym przemoc psychiczną Prezesem nie było łatwe. To, co mi się bardzo podobało w tej pierwszej części to fakt, że Iga, ofiara paskudnego manipulanta (a nawet psychopaty) jest osobą z ustabilizowaną pozycją. Bo autorka ukazała tym samym, że problemy z przemocą mogą pojawić się zarówno w slumsach jak i w pięknej willi.

Wróćmy jednak do „Butów na stole”. Iga postanawia odwiedzić swojego nowego ukochanego (który pojawił się już w pierwszej części). I… zgadnijcie, gdzie leci! Do Teksasu! Tak, do mojego ukochanego Teksasu, którego zwiedzanie jest moim wielkim marzeniem. Iga dociera na miejsce, a ukochanego nie ma. Okazało się, że poleciał szukać swojej byłej żony, która zaginęła podczas wyprawy do Afryki. Obiecał dzieciom, że ją znajdzie… Jakie zmiany zajdą w życiu Igi? Czy czas na kolejne trudne wybory? Czy nowy wybranek to właśnie ten właściwy?

Nie chcę robić spoilerów, powiem tylko, że podczas lektury na przemian się śmiałam i wzruszałam. I trochę irytowałam. Bo Iga wydaje się chwilami taką małą, niezdecydowaną dziewczynką. I nieuleczalną romantyczką, choć niby twardo stoi na ziemi.

„Buty na stole” – wiecie, że to jest w ogóle przesąd? Dawniej wierzono, że postawienie na stole obuwia przyniesie pecha. Czy pecha będzie mieć Iga – o tym musicie przekonać się sami.

Na koniec, bo dla mnie to również ważne: książka jest bardzo ładnie wydana. Wydawnictwo Czerwona Szpilka bardzo dba o detale, aż przyjemnie było odpakowywać :)

Zajrzyjcie na fanpage książki :)