Dziś trochę inny, bo osobisty wpis. Unikam tego, ale czasem warto trochę napisać o sobie w nieco bardziej intymnym tonie. Zatem – moje urodziny, z którymi co roku mam problem.

Rzadko które urodziny wspominam wyjątkowo dobrze, nie licząc dzieciństwa, tortów ze świeczkami i mnóstwem prezentów. Moje dorosłe urodziny już od osiemnastki zazwyczaj nie są udane. Głównym powodem jest to, że mam znajomych z bardzo odległych kręgów, wręcz z różnych światów. Nigdy nie byłam w stanie tych światów zintegrować i – niestety – nigdy nie miałam swojej paczki (ok, w liceum miałam). Mam wielu przyjaciół i znajomych, ale oni się różnią znacząco trybem życia. Jedni to domatorzy, inni uwielbiają klubowe imprezy. Ja raczej z tych wychodzących niż domówkowych. Oczywiście mogłabym jednak coś zorganizować i zapraszać wszystkich, ale już to testowałam. Głównym problemem był termin (praca, dzieci, cokolwiek) albo rodzaj imprezy (a bo nie lepiej w domu?). Gdyby nie to, że na bieżąco widuję się z przyjaciółmi, uwierzyłabym, że jestem przegrywem, do którego nikt nie chce przyjść :)

W tym roku postanowiłam nie robić nic dla znajomych, tylko dla siebie samej. Mam od zawsze problem z odpoczynkiem. Myśli na temat rzeczy do zrobienia bardzo mi w relaksie przeszkadzają. A żeby pracować i działać wydajnie, trzeba przecież dbać o odpoczynek.

Urodziny w MercureWybrałam się do Warszawy. Zaraz ktoś powie: ale że jak, odpocząć w Warszawie? Tak właśnie było. Postanowiłam wymknąć się na weekend z najbliższą mi osobą i po prostu nic nie robić. Relaksować się. Myśleć o tym, że właśnie teraz, kiedy skończyłam… pewną liczbę lat, jest mi całkiem dobrze z moją kobiecością, z akceptacją siebie, z akceptacją tego, że nie mogę być we wszystkim najlepsza i pierwsza.

Kiedy byłam nastolatką uważałam, że po ukończeniu 30. roku życia to już jest wiek średni, że nie będę wyglądać młodo, że będę się czuć jak stara kobieta. Jakie to typowe, prawda? Na szczęście ani się nie czuję na „średni wiek”, ani tym bardziej nie wyglądam. Uważam, że staro wyglądają te osoby, które są stare w swoim wnętrzu. Które żyją w przekonaniu, że już czegoś nie mogą, że już za późno. Nie jest za późno. Nie dla mnie!

Za gościnę serdecznie dziękuję hotelowi Mercure Warszawa Centrum z sieci AccorHotels. Było pięknie i wystarczył jeden weekend, żebym naładowała baterie.

Mercure Warszawa Centrum