Grzebiąc sobie w internetach odkryłam bloga, a na nim wpis o tym, jak to kobiety zupełnie niepotrzebnie poświęcają tak wiele czasu swojej urodzie i pielęgnowaniu tejże, co wszak może być niezdrowe. Na początek zamieszczam link do tegoż tekstu: [TUTAJ]

Główną tezą, którą prezentuje autorka artykułu jest przekonanie, że kobiety malują się, noszą wysokie obcasy i inne niewygodne części garderoby z powodu presji społecznej i medialnej. Nie zaprzeczam temu, że media oraz społeczeństwo mają na nas wpływ. Mają i mieć będą. Natomiast kobiety, podobnie jak mężczyźni, zwykle mają sprawnie działający intelekt, Skoro feministycznie nastawione damy twierdzą słusznie, że kobieta jest istotą samodzielną intelektualnie, to niechże jej pozwolą używać tego mózgu a nie uznają ją za idiotkę, która nie posiada własnego zdania.

Jeśli zaś chodzi o presję medialną dotyczącą młodego wyglądu i konieczności malowania się, to warto zapoznać się z historią makijażu, która sięga aż do czasów antycznych. Czyżby autorka dopuszczała istnienie egpiskiego Glamour w hieroglifach? Kobiety malowały się i bez istnienia Cosmopolitana, telewizji oraz reklam w internecie. Malowały się niemal od zawsze. A dlaczego to robiły? Przede wszystkim chciały wyglądać atrakcyjnie dla płci przeciwnej i/lub podkreślić społeczne znaczenie, odmłodzić się. To są zupełnie przyziemne, ale istniejące od zawsze motywy działania. Ktoś powie, że to, co było od zawsze nie musi być dobre teraz, ale odwołam się do argumentu pierwszego: mamy MÓZG.

Autorka zżyma się niemożliwie na konieczność robienia makijażu wskazując na jego sztuczność. A czy naprawdę koniecznie zawsze trzeba wyglądać naturalnie? Czy mężczyzna z niepielęgnowaną brodą do pasa będzie atrakcyjny? Raczej nie, poza wąskim gronem wielbicielek. Ale może po kolei, zaczynając od tuszu.

Bez tuszu Twoje rzęsy są piękne, prawdziwe, normalne, nasze.

Droga autorko. Otóż ani ja, ani Ty ani nikt inny nie ma obowiązku uwielbiać swoich rzęs takimi jakie są. Są rzęsy ładne i są te mniej widowiskowe. Większość kobiet woli pierwszą opcję i dlatego właśnie używa tuszu. Nie musi to oznaczać, że robią to pod jakąś presją. Otóż ja nie robię. Nikt mi nie każe malować rzęs. Ba, mam nawet niezłe i bez tuszu, ale wolę te „nienaturalne” wytuszowane, Moja droga koleżanko, kobiety wiedzą, że tusz widać i co z tego?

Dalej robi się coraz ciekawiej:

Sztuczne rzęsy – jak sama nazwa wskazuje – sztuczne. Są sztuczne i wyglądają sztucznie. Nawet w kreskówkach dla dzieci postacie żeńskie trzepoczą rzęsami. Tyle, że kobiety takich rzęs NIE MAJĄ. Kto na to pozwala?

Jak to kto na to pozwala? My sobie pozwalamy, bo jak zapewne sama uważasz, nasze ciało to nasza sprawa, więc doklejanie do powiek czegokolwiek może być po prostu świetną zabawą. Btw, umiem trzepotać rzęsami i powiem szczerze, że to się niekiedy w życiu przydaje, tak więc może warto się podszkolić. Chyba, że wg autorki „ustawą znieść sztuczne rzęsy”

Lecimy dalej:

Wstyd przed siwizną jest u Kobiet co najmniej zastanawiający. Mężczyźni jakoś nie mają z tym problemu, więc kto sobie ten problem stworzył i go w sobie podtrzymuje i pielęgnuje? Nie brak siwizny i młody wiek czynią Cię atrakcyjną, ale to jaka jesteś.

Zaczęłam siwieć w wieku 19 lat. Nie wiem w imię czego miałabym u progu dorosłego życia świadomie się postarzać. To, jaka jestem, jest widoczne dopiero gdy się mnie pozna. Najpierw mnie widać, więc siłą rzeczy inne osoby oceniają mnie po wyglądzie, to najzupełniej normalne. Autorka też ocenia po wyglądzie (np. umalowane panie w farbowanych włosach wrzuca do worka z napisem „ofiary mody i przemysłu medialnego”)

Malowanie ust – Twój kolor też jest ładny

Dzięki za info, odmieniłam swoje życie dzięki temu. A tak serio: poza młodziutkimi dziewczynami naprawdę mało która ma wyrazistą czerwień ust. Nie rozumiem czemu mamy nie podkreślać ust? Aha, bo skóra się zniszczy. Cóż, skóra niszczy się od: klimatyzacji, siedzenia w zamknięciu, kiepskiej diety, zanieczyszczonego powietrza. Domyślam się, że autorka nigdy nie jadła śmieciowego żarcia, mieszka w pustelni na Mazurach, a notki pisze na maszynie a nie na kompie ;)

Według autorki tego tekstu niezdrowy też jest podkład, który zalepia i męczy skórę. Nie wiem kiedy autorka podkładu używała, ale dobry podkład nie ma prawa zalepiać skóry i robić wrażenia pokolorowanej. Dobry podkład jest koloru naszej cery i ma za zadanie zredukować przebarwienia.

Świat naprawdę nie musi mnie oglądać w stadium roboczym, z workami pod oczyma, bladą i ogólnie zmemłaną. Wychodzę sobie bez makijażu, jak jest gorąco, albo w weekend do sklepu. W inne dni się maluję i to zupełnie nie dlatego, że czuję się zobowiązana do tego. Świat się nie zawali, jak się nie umaluję, obsesji na tym punkcie nie mam. Ale lubię wyglądać lepiej a nie gorzej.

Cały wpis jest długi, nie zabrakło oczywiście znienawidzonych wysokich obcasów. Tak, owszem, szpilki są niezdrowe – o ile nosi się je jak Sarah Jessica Parker po kilkanaście godzin na dobę. Większość kobiet używa mózgu i dba także o stopy (jak nie dba – ich problem). Dobrej jakości buty na obcasie nie wymęczą nóg tak strasznie, poza tym większość kobiet jednak nie nosi takowych cały czas.

Autorka zadaje sporo pytań „PO CO?”. To ja też zadam pytania:

– po co piszesz bloga? Możesz pisać pamiętnik w brulionie

– po co kupujesz ubrania skoro możesz zszyć byle jak stare ścierki i też jakiś T-shirt z tego wyjdzie?

Moje pytania są głupie. Podobnie jak pytania autorki. Uwłacza mi traktowanie mnie jako istoty zmanipulowanej i niezdolnej do samodzielnego myślenia. Jestem kobietą. Lubię makijaż. Lubię też robić dobre wrażenie na innych. Wiem, że jestem oceniana po wyglądzie, bo robimy to wszyscy, świadomie lub nie.